21 sierpnia 2007 roku na Mazurach wiał wiatr o sile 11 B. W wyniku tzw. Białego Szkwału utonęło kilkanaście osób. Ogromny wał burzowy widoczny był z daleka, jednak wielu żeglarzy zbagatelizowało zagrożenie. Kiedy wichura uderzyła, dla wielu ludzi na wodzie było już za późno na pomoc.

Biały szkwał to potoczne określenie nagłego, huraganowego wiatru, który może uderzyć nawet z zupełnie bezchmurnego nieba. Pojawia się błyskawicznie i zanika równie szybko. Nie wiadomo dokładnie, jak powstaje. Nazwa pochodzi od załamujących się fal, pokrytych białą pianą. Gdy szkwał spada bezpośrednio na łódź czy jacht, mógłby go po prostu wcisnąć pod wodę.

Tego dnia jachty wywracały się i tonęły, wiele z nich zostało wyrzuconych na zawietrzne brzegi. Luzie próbowali się ratować, ale nie zawsze czynili to zgodnie z zasadami. Zdarzały się przypadki zakładania kamizelek i kapoków wewnątrz jachtów, co skutkowało utonięciem po wywrotce łodzi.

Ta nawałnica zmieniła postrzeganie bezpieczeństwa żeglarzy na Mazurach, stałą się powodem poważnej debaty środowiska wodniackiego i władz. Wprowadzono system ostrzeżeń przed załamaniem pogody, zestaw wież ze światłami ostrzegającymi przed zagrożeniem. Przez 10 lat podobna tragedia się nie powtórzyła, ale czy na Mazurach możemy czuć się bezpiecznie?

MAS

foto tvn24.pl

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.