50 lat temu, 4 lipca 1971 roku, w Szczecinie w Szczecinie odbyło się  wodowanie jachtu „Polonez”, na którym rok później Krzysztof  Baranowski opłynął świat klasyczną drogą wokół trzech przylądków. Matką chrzestną była Alicja Solska, żona premiera Piotra Jaroszewicza.

„Polonez” to jeden z najsłynniejszych polskich jachtów, który przed laty wzbudzał ogromny entuzjazm w kraju. Powstawał w atmosferze typowej dla przedsięwzięć rodem z epoki socjalizmu, kiedy efekt sportowy nierozerwalnie spleciony był z propagandowym. Zbudowany dla kapitana Krzysztofa Baranowskiego, dla którego stal się etapem wielkiej żeglarskiej kariery. Po latach niebytu ma szansę na odrodzenie, bo właśnie zmienił właściciela, który zapowiada przywrócenie jachtu do pełnej świetności.

Początki „Poloneza” związane są z konkursem PZŻ na udział polskich żeglarzy w regatach OSTAR w 1972 roku. Prace koncepcyjne rozpoczęto już trzy lata wcześniej, ale wówczas debatowano głównie nad tym skąd wziąć fundusze, jak wstawić budowę nietypowego jachtu do planu stoczni oraz jak pozyskać „wsad dewizowy” na wyposażenie jachtu mającego skutecznie rywalizować z najlepszymi podówczas maszynami regatowymi na świecie. Dwa lata spełzły na niczym i kiedy budowa jachtu całkowicie nowego okazała się być niemożliwa, rozpoczęto próby adaptacji  jachtu już istniejącego. Wybór padł na Arcturusa projektu Ryszarda Langera, a pracami projektowymi zajęło się biuro konstrukcyjne Stoczni im. Leonida Teligi w Szczecinie. Nadzór nad całością sprawowali Kuba Jaworski i Edward Hoffman.

Konstruktorzy mieli dużo ograniczeń spowodowanych głównie koniecznością dostosowania kadłuba do istniejącego zaplecza w stoczni, skutkiem czego powstał jacht o archaicznej –już wówczas – sylwetce Arcturusa poddany modyfikacjom. Poszerzono więc pawęż aby jacht sprawniej pokonywał fale, co było słabością pierwowzoru, maksymalnie ograniczono masę kadłuba, a ponadto zrezygnowano z nadbudówki. Także zabudowę wnętrza bardzo uproszczono montując zaledwie dwie koje, centralnie umieszczoną kabinę nawigacyjną i niezbędne szafki.

Założono, że na jachcie o długości maksymalnej 56 stóp, bo takie były ograniczenia klasowe w OSTAR, trzeba postawić dwa maszty, aby powierzchnia żadnego żagla nie była większa niż 50 m2. Pierwotnie jacht zaprojektowano jako kecz sztakslowy, w którym grot pełnił funkcję żagla pomocniczego, ale wycofano się z tego rozwiązania po próbach morskich.

Jacht zwodowano w 1971 roku i jedną z pierwszych prób regatowych był start w Morskich Mistrzostwach Polski. Udział w nich Baranowski potraktował treningowo, a mimo to zajął czołową lokatę. „Polonez” wrócił do stoczni w celu usunięcia usterek, a jego wielkie dni nadeszły w kolejnym sezonie. Krzysztof Baranowski wystartował na nim w regatach OSTAR jako jeden z trójki Polaków (pozostali to Teresa Remiszewska na „Komodorze” i Zbigniew Puchalski na „Mirandzie”) i do mety dotarł na 12 miejscu z czasem 30 dni. Bezpośrednio potem z Newport wyruszył w samotny rejs wokół świata tradycyjną trasą wokół trzech przylądków. Kiedy kończył swoją wyprawę w Plumouth – witany był przez władze bardzo ciepło, jednak dopiero oficjalne zakończenie rejsu w Szczecinie uczyniło z żeglarza bohatera narodowego. Owacyjnie witany przez kibiców stał się postacią powszechnie znaną, a jacht wkrótce stał się częścią wystaw organizowanych w różnych częściach kraju.

Wkrótce potem „Polonez” został adaptowany do potrzeb rejsów załogowych, dodano mu więc koi i jacht ponownie spłynął na morze. W 1976 roku popłynął z załogą do USA na Operation Sail, a w drodze powrotnej jego kapitan wraz z rodziną praktycznie sprawdzali ideę „Szkoły pod Żaglami” czyli łączenia żeglarstwa z obowiązkiem szkolnym. Później jacht został przekazany Wyższej Szkole Morskiej w Szczecinie i przez kolejne lata był wykorzystywany jako jednostka szkoleniowa dla studentów. Upadek poprzedniego ustroju zbiegł się ze zmianami w morskim szkolnictwie i już niebawem pozbyto się zasłużonego jachtu. Nabywcą okazał się Lech Grobelny, podówczas właściciel słynnej Bezpiecznej Kasy Oszczędności, która wszelako okazała się nie być ani bezpieczną ani kasą ani tym bardziej oszczędności. Jacht miał zmienić przeznaczenie i z jednostki szkoleniowej stać się jachtem recepcyjnym. Nowy armator zabrał się do pracy ochoczo, podniósł wysokość burty by wewnątrz zrobić więcej miejsca, dodał kabinę, ale wkrótce prace przerwano, bo armator zniknął za granicą w obliczu grożącego mu aresztowania. Jacht przejął nowy właściciel, Ryszard Kamiński, przedsiębiorca budowlany z Warszawy. Pozbierał resztę wyposażenia, która ocalała przed kompletnym rozkradzeniem, i zabrał się do pracy. Przywrócił kadłubowi pierwotny wygląd, wstawił silnik stacjonarny, dokupił sporo osprzętu, ale i dla niego nadeszły – wraz z recesją gospodarczą – kłopoty.

Nowym nabywca okazał się Bruno Salcewicz ze Szczecina. Wraz z kolegą odkupili kadłub jachtu i przywrócili go do żeglowania. Wówczas jacht cumował w Sopocie, a portem macierzystym był Gdańsk. Po śmierci Salcewicza jacht nabyła firma deweloperska z Warszawy, ale po kilku latach eksploatacji wystawiła go na sprzedaż. Jacht ponownie przeszedł w prywatne ręce, został gruntownie zmodernizowany, a obecnie przygotowywany jest do rejsu na Wyspy Kanaryjskie. Nowy armator nie wyklucza dalszego rejsu, na razie jednak milczy na temat konkretnych planów.

Podstawowe dane techniczne:

długość całkowita                     13,8 m

długość KLW                           10,65 m

szerokość                                    3,80 m

masa jachtu                               11,6 t

pow. żagli                                 73,5 m kw.

MAS

foto Narodowe Archiwum Cyfrowe, Marek Słodownik (prawa zastrzeżone).

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.