26 września 1983 roku chyba już zawsze będzie się kojarzył z odebraniem Amerykanom Pucharu Ameryki. Po 132 latach przechowywania Srebrnego Dzbana w Sali Trofeów nowojorskiego Yacht Clubu trzeba było rozstać się z nim na rzecz Australijczyków, którzy przez zacnych gentlemanów z cygarami w ustach traktowani byli poniekąd jak barbarzyńcy łupiący ich klub z najcenniejszych rodowych sreber.

Kiedy w 1980 roku Amerykanie dowodzeni przez Dennisa Connera wygrali w finale z Australijczykami wydawało się, że wszystko jest na swoim miejscu. Oto bowiem wygrali ponownie obrońcy trofeum, a pretendenci zaznali smaku porażki dając pokaz bezradności na wodzie. A jednak to przegrani wyciągnęli z tej lekcji więcej wniosków i nie powtórzyli już błędów.

W 1983 roku odbyła się dziewiąta powojenna batalia o Puchar, i siódma, w której Amerykanie mierzyli się z Australijczykami. W poprzednich zazwyczaj Jankesi zwyciężali gładko choć bywało, że mieli już strach w oczach. Stracha napędził Amerykanom sir Frank Packer, który w 1962 roku na Greetel rywalizował jak równy z równym. Był to zarazem jedyny do lat 80-tych przypadek, kiedy jachtu amerykańskiego nie projektował Ollin Stephens, co spowodowało, że drugi raz tego błędu już nie popełniono. Utarło się tym samym przekonanie, że ktokolwiek nie zamarzył o zdobyciu trofeum, został zawsze surowo skarcony w finale przez Nowojorczyków.  Nadszedł jednak rok 1983, który miał odmienić oblicze tej rywalizacji…

Przygotowania

Początkowo nic nie zapowiadało zmian, Australijczycy wydawali się być osłabieni poprzez odejście jednego z filarów ich ekipy projektowej, Johana Valentijna, który podziękował za robotę u Alana Bonda i został szefem projektu jachtu Liberty, na którym Conner miał bronić Pucharu. Amerykanie chcieli wykorzystać jego potencjał zademonstrowany podczas poprzedniej kampanii, w której wykorzystał gięty maszt na jachcie klasy 12-metrowej, co burzyło pewien stereotyp. Konstruktor zabrał cię ochoczo do pracy, ale ku zaskoczeniu swoich mocodawców okazał się człowiekiem niezwykle lojalnym i w ogóle nie chciał rozmawiać na temat kulis pracy swego dotychczasowego zespołu. A Amerykanie ostro punktowali swoich rywali już na etapie prac projektowych. Australijczycy wykonywali próby na basenie w Holandii – protest, bo jacht jest holenderski, Australijczycy próbowali nowych technologii w pracach nad takielunkiem – protest z powodu wykorzystania niedozwolonych materiałów. Ta sytuacja powtarzała się wielokrotnie, ale obydwa zespoły pracowały zarazem ostro nad swymi cudami, które niebawem miały spłynąć na wodę. Kiedy zespoły zaprezentowały jachty w całej okazałości, Amerykanie znów zaprotestowali, tym razem z powodu kila na Australii II. Jej słynne skrzydła uniemożliwiły bowiem dokonanie pomiaru tradycyjnymi metodami, co stało się zarzewiem poważnego konfliktu. „To nie sport, to wojna” rzekł oburzony dyrektor projektu zespołu Aussis. Rozgorzała kłótnia, która miała późniejsze konsekwencje.

Bitwa morska

Finałowa batalia rozpoczęła się z opóźnieniem, ponieważ wiało zbyt silnie. Pierwszy bieg wygrał Conner, przewaga ponadminutowa uspokajała zespół prący po kolejny tytuł. Wyścig drugi, rozegrany w podobnych warunkach pogodowych, został ponownie rozstrzygnięty na korzyść Amerykanów, a przewaga na mecie była jeszcze większa. Ale w trzeciej odsłonie zaszła rzecz niesłychana. Wiatr ucichł, a lżejsza o ponad dwie tony Australia II przypłynęła na metę o ponad 3 minuty przed gospodarzami. Taka różnica pomiędzy rywalami w finale po raz ostatni została zanotowana w roku 1871, a więc ponad sto lat temu. Wynik 2:1 nie dawał jeszcze Amerykanom podstaw do niepokoju, ale morale zostało nadwątlone. Mimo to wygrali oni bieg czwarty wyciągając na 3:1. Kolejny wyścig wydawał się być formalnością, ale wygrał go Bertrand. Konieczne stało się rozegranie szóstego pojedynku, co nie zdarzyło się od prawie półwiecza. Znów wiało słabo, co faworyzowało gości, a ci pojechali na gasnących podmuchach wiatru jak natchnieni i wygrali o 3,5 minuty doprowadzając do remisu 3:3.

Amerykanie byli już na serio zaniepokojeni, Puchar wymykał im się z rąk, w ich szeregi wkradła się nerwowość. Start do biegu siódmego, decydującego o zwycięstwie, był odkładany z uwagi na niestabilne warunki na trasie, wreszcie zaczęło się… Australijczycy poszli w prawo, ale Amerykanie nie zamierzali poddać się bez walki. Wyszli na prowadzenie i kontrolowali przebieg wyścigu podczas gdy Bertrand tracił dystans. Kiedy odszedł daleko w poszukiwaniu wiatru, Conner puścił go, wkrótce jednak zrozumiał, że zrobił błąd, który może go sporo kosztować. Pognał za Australią, ale było już za późno. Kiedy wiatr gasł w oczach, ciężki Liberty tracił przewagę w oczach, a Aussis zbliżali się ku rozpaczy milionów amerykańskich kibiców. Bertrand umiejętnie przeskakiwał pomiędzy strefami słabiutkiego wiatru a Conner bezradnie stał w miejscu. Te chwile trwały wieczność! Na zefirku Australia II minęła majestatycznie linię mety i w górę wystrzeliły rakiety, a załoga padła sobie w ramiona. Kiedy jacht został doholowany do mariny w Newport zaczęła się fiesta jakiej dawno tu nie widziano. Po 21 latach walki o Puchar, po sześciu nieudanych kampaniach uparci Australijczycy wreszcie dopięli swego. Puchar powędruje do Perth i do tamtejszego królewskiego klubu!

Conner, ty draniu!

Kibice czekali jednak na Connera, a ten odwlekał moment powrotu do portu jak tylko mógł. Przegrał, spodziewał się najgorszego i nie chodziło nawet o jego porażkę na wodzie, ale o przerwanie 132-letniej tradycji klubu z Nowgo Jorku, w siedzibie którego Puchar stał. Przez kolejne tygodnie prasa pastwiła się nad Connerem, któremu zarzucano zlekceważenie rywali, niewłaściwy sposób przygotowań, błędy taktyczne na wodzie i arogancję na lądzie. Biedak zaszył się w domu i nie wychodził z niego przez kilka tygodni. A kiedy już wreszcie wyszedł, w kieszeni miał gotowy plan odbicia Pucharu z rąk rywali… Przez wiele miesięcy musiał jednak odpierać ataki mediów i tłumaczyć się z upokarzającej porażki.

Epilog

W 1987 roku regaty w Perth wygrał Dennis Conner na Star & Stripes, w finale pokonał Kokaburrę III z Ianem Murrayem, Bertrand nie został nawet wybrany na skipera jachtu, pochodził wszak z Melbourne. Conner po Puchar sięgnął ponownie w 1988 roku w kontrowersyjnym pojedynku, do którego wystawił katamaran. W roku 2001 na wodach Cieśniny Solent odbywały się regaty Americas Cup Jubilee zorganizowane na tradycyjnej trasie z 1851 roku. Bertrand startował na Australii II, Liberty Connera zabrakło na starcie, a sam żeglarz płynął na luksusowym jachcie w roli gościnnego skipera. Do bezpośrednich pojedynków obydwu żeglarzy dochodziło później już tylko w mistrzostwach świata klasy Etchell, w których dwukrotnie triumfował Conner. W świadomości zwykłego kibica pozostanie on jednak wciąż wielkim przegranym batalii o Puchar Ameryki z roku 1983.

MAS

 

 

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.