60 lat temu, 2 kwietnia 1959 roku do portu Fort de France na Martynice dopłynęła szalupa ze statku „Batory” 22-letnia jednostka przepłynęła Atlantyk, ale w dobrym klarze morskim kończyła rejs w Nowym Świecie.

Na burtach miała wymalowaną nazwę „Chatka Puchatków”. Na pokładzie jednostki płynęli dwaj oficerowie marynarki handlowej; Jerzy Tarasiewicz i Janusz Misiewicz, którzy swoim rejsem chcieli udowodnić, że szalupa doskonale nadaje się do takiej podróży, a ponadto chcieli pokazać umiejętności oficerów nabyte w szkole. Ponieważ wcale nie było to oczywiste, obaj żeglarze przed wyprawą dostali zgodę władz uczelni na odbycie takiego rejsu, pamiętać wszak należy, że wszystko działo się w latach 50., kiedy o swobodzie podróżowania marzyli tylko nieliczni.

Polacy wystartowali z Gdyni 8 sierpnia 1958 roku i początkowo wszystko przebiegało bez zakłóceń. O przepłynięciu Kanałem kilońskim nie było mowy, załoga nie dysponowała środkami finansowymi na opłaty, trzeba zatem było p0łynąc przez cieśniny duńskie. Później skok do Norwegii, która wydawała się niedostępna z uwagi na brak map, ale oficerowie marynarki mapę narysowali sami i na jej podstawie weszli do jednego nich. Później mozolna żegluga przez Morze Pólnocne uwieńczone wejściem do Ostendy i Dunkierki. Tutaj okozało się, że sztormy na Zatoce Biskajskiej praktycznie uniemożliwią pokonanie tego akwenu i Polacy decydują się na rejs przez kanały Francji. Bez silnika, paliwa i pieniędzy, płyną wodami śródlądowymi.

Po drodze Polacy dają załodze pieniądze, wyposażenie i żywność, ale widmo głodu wciąż zagląda im w oczy. Ostatnie pieniądze wydają na benzynę do silnika i tak płyną dalej. Tarasiewicz jedzie do Paryża szukać funduszy, Misiewicz płynie samotnie kanałami.

Kiedy docierają do Marsylii są u kresu sił, kres funduszy osiągnęli już wcześniej. W Prowansji nieco odpoczęli, płyną dalej nieco spokojniejszymi wodami Morza Śródziemnego. Po drodze napotykają korwetę francuskiej marynarki wojennej, której załoga bierze udział w poszukiwani Polaków. Akcję wszczęto po alarmistycznych artykułach prasowych w lokalnych mediach, okazało się, że najgorsze Polacy mają już za sobą. Wprawdzie okręt marynarki uderza w burtę szalupy nieco ją niszcząc, ale Francuzi naprawiają uszkodzenia, dają niecvo prowiantu i puszczają dzielnych żeglarzy w morze.

Na Atlantyku pierwszym portem byłą Madera, w której żeglarze napotkali nieprzyjazną straż wybrzeża Portugalii. Nie pozwolono im opuścić pokładu szalupy, a wkrótce dostali dwóch cywilów do pilnowania ich na miejscu. Popłynęli więc na Teneryfą, a tam zostali gościnnie przyjęci. Ruszają w kierunku Martyniki, przez otwarty ocean.

Żegluga na 9-metrowej szalupie bez należytych przyrządów nawigacyjnych, wyposażenia, żywności to trudna sztuka, jednak Polacy wychodzą z tej próby obronną ręką. Misiewicz wrócił do Polski, Tarasiewicz pożeglował dalej, na Puerto Rico. Jego marzeniem było spotkanie z Władysławem Wagnerem i gotów był wiele poświęcić, aby cel osiągnąć. Dopłynął do San Juan, spotkał się ze słynnym polskim żeglarzem, a ten pomógł mu w załadowaniu szalupy na polski statek płynący do Polski.

Po rejsie szalupa wróciła do Polski w grudniu 1959 roku i została złożona w magazynach Muzeum Marynarki Wojennej. Później eksponowano ją w muzeum tej formacji wojskowej, aby ponownie zabrać ją do magazynów. Misiewicz osiadł w Polsce, Tarasiewicz po wyjeździe z Polski w 1967 roku  mieszkał na Karaibach, później w Panamie, w końcu osiadł na Florydzie. Po 50 latach od zakończenia rejsu przyjechał do Polski, spotkał się z miłośnikami żeglarstwa na Wybrzeżu, ze swoim dawnym druhem nie zdołał się spotkać, ponieważ ten zachorował i nie był w stanie dotrzeć do Trójmiasta. Rozmawiali tylko przez telefon. Jerzy Tarasiewicz, urodzony 29 września 1937 r. w Wilnie, odszedł na wieczną wachtę 14 listopada 2017 r. ze swego domu w Tavernier na Florydzie. Jego prochy zostały sprowadzone do Polski i złożone na cmentarzu w Sopocie. Zaledwie 10 dni później zmarł Janusz Misiewicz. Do spotkania obu panów już nie doszło.

Okładka Miniatury Morskiej z 1966 roku oraz książki Jerzego Tarasiewicza z 2005 roku.

Po 60 latach rejs „Chatki Puchatków” jest już nieco zapomniany, a sama jednostka jakoś nie może doczekać się rewitalizacji. Plonem tej niezwykłej wyprawy był dwie książki. Pierwsza z nich, Miniatura Morska, wydana w roku 1966, pióra Ewy Mykity i druga napisana przez Tarasiewicza „Szalupą przez Atlantyk – Rejs „Chatki Puchatków” wydaną w 2005 roku.

MAS

Ilustracje pochodzą z Miniatury Morskiej „Chatką Puchatków przez Atlantyk” wydanej w 1966 roku nakładem Wydawnictwa Morskiego.

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.