2 czerwca 1928 roku z Wysp Kanaryjskich wypłynął Franz Romer, niemiecki 29-letni weteran I wojny światowej, człowiek twardy i doświadczony, o wieloletnim stażu wodniackim. W jego wyprawie nie byłoby może nic interesującego, gdyby nie fakt, że Romer wypłynął samotnie w kajaku, a jego celem stało się wschodnie wybrzeża USA.

31 marca wypłynął z Lizbony i nie bez przeszkód dotarł na Kanary. Po drodze napotkał sztorm, który –niewiele brakowało- zakończyłby ekspedycję. Romer wybronił się z kłopotów, i po brawurowym rejsie bezpiecznie dotarł na Wyspy Kanaryjskie. To był jednak dopiero początek jego przygody. Prawdziwym celem było przepłynięcie Atlantyku ze wschodu na zachód, czego przed nim nie dokonał jeszcze nikt. Wystartował bez rozgłosu i płynął spokojnie w passacie. Po 58 dniach żeglugi dotarł do St. Thomas, Virgin Islands, a stamtąd do Puerto Rico.
Romer płynął kajakiem „Deutscher Sport”, który do podróży przysposobił mu Piotr Zakrzewski. Narażony był na niezwykłe niewygody, spał w kajaku na siedząco pod plandeką wykonaną ze skayu, która szczelnie opasywała kokpit jednostki. Chroniło to kajakarza przed bryzgami wody, ale nie zapewniało komfortu ze względu na ograniczony dopływ powietrza. Romer oddychał przez rurkę, łatwo więc sobie wyobrazić kłopoty jakie napotykał.

Jego kajak wyposażony był w pomocniczy napęd żaglowy i korzystał z niego przy stabilnym wietrze pasatowym. Nawigował przy pomocy podstawowych urządzeń, miał na pokładzie kompas, mapy, sekstant, barometr i lornetkę. Niewiarygodne, ale niemiecki podróżnik dotarł na drugi brzeg Atlantyku, a kolejnym celem był Nowy Jork.

Po 6 tygodniach odpoczynku na Karaibach, w połowie września 1928 roku, Romer wyruszył ku Nowemu Światu, ale do celu już nie dotarł. Zaginął na oceanie, a okoliczności jego śmierci nie są znane. Nie odnaleziono także ciała podróżnika oraz żadnego elementu jego wyprawowego ekwipunku.

MAS

foto: kanu-oberbayem.em.de

 

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.