Na ekrany wchodzi film „Na głęboką wodę” w reżyserii Jamesa Marsha. To kolejna ekranizacja tematu pierwszego współzawodnictwa na wokółziemskiej trasie rozgrywana pod nazwą The Golden Globe w latach 1968-69.

Ale twórcy filmu nieograniczają się tylko do samych regat, pokazują udział w nich Brytyjczyka Donalda Crowhursta koncentrując się na wątkach rodzinnych. To film o relacjach normalnej brytyjskiej rodziny, o więzi między małżonkami, o granicy poświęcenia dla partnera i spełnianiu marzeń. O rozwiązywaniu problemów finansowych i przymusowych sytuacjach, w jakie wplątuje się główny bohater na drodze do poprawy materialnej sytuacji swojej rodziny. Wszystko to osadzone głęboko w wydarzeniach sprzed pól wieku z drobiazgowością dokumentalisty odtworzone w filmie. Mamy tu przygotowania do niezwykłego wyścigu, emocje towarzyszące temu wydarzeniu, naciski sponsora, ale także parcie do startu mało doświadczonego żeglarza, który wie, że regat nie wygra, ale startuje w wyścigu po sławę.

W roku 1968 żeglarski świat sposobił się do regat, których koniec był niepewny. Rok wcześniej Francis Chichester opłynął świat z jednym postojem, za co został uhonorowany tytułem szlacheckim z rąk królowej. Nowi śmiałkowie płynęli nie tylko po nagrodę finansową za pierwsze opłynięcie świata, ale także po trofeum za okrążenie globu w jak najkrótszym czasie. To dlatego nie wszyscy startowali równocześnie, ale wszyscy zapewne marzyli o sławie, nagrodzie i tytule szlacheckim dla siebie. Crowhurst widział w udziale w regatach szansę na wyjście z kłopotów finansowych. Postawił wszystko na jedną kartę i dopiął swego, wystartował. O tym, że nie był do rejsu gotowy, wiedział. Zdawał sobie sprawę, że jacht także nie jest należycie przygotowany. Naciski sponsora i agenta medialnego skłoniły go jednak do wyjścia w morze w ostatnim możliwym terminie.

Na ekranie w postać głównego bohatera wciela się Collin Firth i jest to prawdziwa kreacja aktorska. Pozornie wydaje się, że do grania ma tu niewiele; żegluje samotnie na jachcie, przeżywa rozterki, z lądem komunikuje się tylko przez radio. Ale kunszt tego aktora pozwala widzowi uczestniczyć w prawdziwym dramacie żeglarza, który od śmiałych planów zmierza ku zagładzie, z nieba marzeń do piekła realiów życia na niewykończonym jachcie. Obserwujemy przemianę wewnętrzną bohatera, gaśnięcie nadziei i desperacką próbę wyjścia z sytuacji. Bohater filmu wie, że świata nie opłynie, ale wie również, że rezygnacja oznacza utratę domu i firmy, tak niekorzystną umowę podpisał bowiem przed wypłynięciem. Zmaga się nie tylko z oceanem, walczy ze sobą i tę walkę przegrywa. Marzenia o sławie i wielkim rejsie pozostaną niezrealizowane, ale jaką cenę przyjdzie zapłacić głównemu bohaterowi?

Drugą bohaterką ekranizacji wydarzeń sprzed pół wieku jest żona Crowhursta, Clare, w rolę której wcieliła się Rachel Weisz. O niej wiemy niewiele, dopiero scenarzysta, Scott Z. Burns, wydobywa z półmroku tę postać czyniąc ją kluczem do zrozumienia problemu. Relacje rodzinne pokazane są nieco idyllicznie, może nazbyt sentymentalnie i jednowymiarowo, ale tworzą także mocny kontrapunkt do walki ze sobą Crowhursta. Punkt ciężkości tego filmu został przeniesiony ze zmagań na morzu na wzajemne relacje małżonków. Jak daleko można posunąć się na drodze do realizacji marzeń męża? Czy warto zaryzykować wszystko, udane życie rodzinne, poczucie stabilizacji, względny dobrobyt? Co stanie się, kiedy precyzyjnie wymyślony plan zawiedzie?

W filmie pokazano także budowanie wizerunku medialnego Crowhursta i kulisy pracy konsultanta public relations zajmującego się promocją postaci żeglarza. Cynizm, bezwzględność, pogoń za wynikiem to chleb codzienny tej postaci, ale także jedna z przyczyn porażki Anglika. Wymyślanie treści depeszy, kiedy kontakt z jachtem się urywa, koloryzowanie zdarzeń, wszystko to po to, aby zaistnieć w ogólnokrajowych gazetach. Cenę za to wszystko zapłaci bohater i jego bliscy, co widzimy dobitnie w scenie wywiadu Clare z dziennikarzami.

To nie pierwsza ekranizacja wydarzeń sprzed pół wieku, więcej na ten temat pisał Andrzej Minkiewicz, organizator Yacht Film Festiwalu. http://jachtfilm.pl/zeglarski-dramat-sprzed-40-lat-na-kinowym-ekranie/  Ten film jest jednak szczególny, bowiem na plan pierwszy wysunięto tutaj relacje małżonków pokazując dramatyczne wybory bohaterów.
Żeglarze po obejrzeniu filmu będą zapewne zawiedzeni, ponieważ zbyt mało tutaj żeglarskiego „mięsa” Nie ma regat, nie ma bohaterów tamtych wydarzeń, o nich tylko się wspomina. Widać niski budżet filmu, wszak dwa najważniejsze jachty tamtych regat pływają do dzisiaj, a twórcy filmu po nie nie sięgnęli. Dla „cywilów” może to być jednak film ważny, uniwersalna opowieść o oddaniu, poświęceniu i tęsknocie. Kiedy bowiem żeglarze pływają, żony i rodziny tęsknią, denerwują się, czekają, niepewne losu swoich mężczyzn, na każdą wiadomość. Ten film pokazuje te momenty budząc żywe emocje u odbiorcy, zmusza do stawiania pytań o granice, o cenę i wartości. O tym, czy warto taką cenę płacić, każdy widz rozstrzygnąć musi już sam.

Wielkim walorem ekranizacji jest muzyka autorstwa Jóhanna Jóhanssona, islandzkiego kompozytora tworzącego w Berlinie. To była jego ostatnia praca, twórca zmarł w dzień po światowej premierze filmu.

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.