W Przemyślu, w wieku 96 lat, zmarł kapitan Henryk Jaskuła, ur. 22 października 1923 r. w Sędziszowie pod Krakowem, wybitny polski żeglarz oceaniczny.

Pan Henryk w latach 1979-80 opłynął na Darze Przemyśla świat z zachodu na wschód samotnie i bez zawijania do portu. Rejs zakończył się w maju 1980 roku wśród tłumów wiwatujących w Basenie Zaruskiego w Gdyni. Był wówczas trzecim na świecie żeglarzem, który dokonał tej sztuki, przed nim byli tylko Sir Robin Knox Johnson i jego Suahili oraz sir Chay Blyth na British Steel. Polski żeglarz mieszka do dziś w Przemyślu, od lat nie był już aktywny żeglarsko, wycofał się po utracie jachtu, który zatonął w rejsie załogowym na Karaiby, a jego remont stał się nieopłacalny.

Żeglarstwo sposobem na kontakt z rodziną

Z jego inicjatywy zorganizowano rejs do Ameryki Południowej z przejściem Przylądka Horn na jachcie „Euros” Dla Henryka Jaskuły to jednak nie słynny przylądek był najważniejszym celem, ale spotkanie, po 27 latach, z rodzicami i rodzeństwem. Przez wszystkie te lata wierzył, że uda im się spotkać i dopiął swego. Był naprawdę szczęśliwy. To był wspaniały rejs, a pan kapitan dowodził jachtem w drodze powrotnej do Polski.

W drodze na wielki krąg

Rejs dookoła świata w latach siedemdziesiątych nie był niczym szczególnym, to okres wielkich wypraw polskich żeglarzy; Krzysztofa Baranowskiego, Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz, Zbigniewa Puchalskiego, także kilku załogowych wypraw. Pan Henryk postawił sobie cel szczególny: opłynięcie świata bez zawijania do portów, trasą kliprów herbacianych, tyle, że samotnie. Swoim uporem potrafił zarażać otoczenie, ale zdobycie środków na zbudowanie jachtu i prawie roczną wyprawę nie było sprawą łatwą. W sukurs przyszła mu reforma administracyjna Polski z roku 1975 i powstanie województwa przemyskiego. Dla nowych władz taka wyprawa stwarzała szansę na promocję w kraju, co pozwoliło uruchomić środki.

 Jacht zbudowano w Gdańsku na podstawie planów słynnego „Copernicusa”, który kilka lat wcześniej opłynął świat w regatach Whitbread. Oczywiście „Dar Przemyśla”, bo tak nazwano jednostkę pana Henryka, był przystosowany do samotnej żeglugi, ale wszystko na jachcie żeglarz musiał robić sam.

W czerwcu 1979 roku Henryk Jaskuła  wypływa w swój wielki rejs. Od początku była to niecodzienna wyprawa. Pan Henryk zamierzał opłynąć świat bez zawijania do portów, ale poprzeczkę postawił sobie bardzo wysoko. Start i meta wyprawy była w Gdyni, a zatem żeglarz musiał przepłynąć przez bardzo ruchliwe Cieśniny Duńskie, Morze Północne oraz Kanał La Manche. Przez pierwszy okres na jachcie wszystko szło jak należy. Później jednak na ponad pięć miesięcy z jachtem nie było kontaktu. Pan Henryk żeglował przez puste wody, nie było statków i lądów, tylko ocean. W Polsce narastało napięcie, cała żeglarska Polska czekała na jakikolwiek kontakt. Wreszcie przez radziecki statek dotarła informacja, że z żeglarzem i jego jachtem wszystko jest w porządku, wszyscy odetchnęli z ulgą.

Do kraju pan Henryk wracał w atmosferze święta w maju 1980 roku. W Gdyni witały go tłumy, a jego słowa „Polsko Kochana, twój syn powrócił” przeszły chyba do historii żeglarstwa.

Wspaniały wyczyn przemyskiego żeglarza zaowocował prawdziwym deszczem nagród i zaszczytów, orderów i wyróżnień. Pan Henryk był bohaterem, przez kilka  miesięcy  nie schodził z łamów prasy.

W tym samym sezonie wypływa swoim „Darem” w rejs do Argentyny, ale z załogą, w skład której wchodzą także członkowie jego rodziny. Płynie odwiedzić matkę, której nie widział całe lata. Było to ich ostatnie spotkanie, po raz ostatni także widział się z bratem, oboje zmarli wkrótce po zakończeniu rejsu.

Pan Henryk czyni teraz przygotowania do kolejnego rejsu dookoła świata, tym razem pod wiatry i prądy. Realizacja tego zamierzenia uczyni go pierwszą osobą, która tego dokona. Jacht zostaje przygotowany w warunkach ogólnej niemożności, brakowało dewiz, brakowało dobrej woli, brakowało wszystkiego. Wreszcie w sierpniu 1984 roku „Dar Przemyśla” wypływa z Gdyni w drugi wielki rejs. Tym razem jest to, niestety, rejs nieudany. Jacht ma silny przeciek, przyczyną jest nieszczelny zawór. W tych warunkach kontynuowanie wyprawy nie ma sensu, Jaskuła podejmuje trudną decyzję powrotu. W Polsce staje się przedmiotem napaści części środowiska, to trudny czas dla pana kapitana. Dwa lata później podejmuje kolejną próbę zorganizowania rejsu, ale tym razem nie dochodzi do niego z powodów administracyjnych. Jachtem zainteresowani są żeglarze, którzy chcą eksploatować go na ciepłych wodach w rejsach klubowych, o wyczynowych ekspedycjach niewielu chce w ogóle słyszeć. Kapitana oskarżono o zabór elementów wyposażenia jachtu, proces ciągnął się później kilka lat. Jacht tymczasem wypływa na Karaiby i na rafach kubańskich kończy swoją karierę, bo po wejściu na skały jego ściągnięcie do kraju i remont są już nieopłacalne.

  Pan Henryk zrezygnował z działalności żeglarskiej, wycofał się i czas spędzał w swoim przemyskim domu na lekturze. Przyjmował tu wielu ludzi, którzy odwiedzali go  w jego samotni. Obydwie córki mieszkają za granicą, po śmierci żony został sam. W 2020 roku przeniósł się do Domu Pomocy Społecznej, gdzie spędził ostatnie miesiące życia. Rok 2020 został ogłoszony w Przemyślu Rokiem Kapitana Henryka Jaskuły. Pan Henryk zmarł na kilkanaście dni przed 40. rocznicą zakończenia wielkiego rejsu.

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.