Rok temu, 6 kwietnia 2020 roku w mediach podano oficjalny komunikat na temat zakończenia wydawania miesięcznika „Żagle” obecnego na rynku prasowym od 61 lat.

– „Zawieszamy wydawanie tytułu. Będziemy wydawać „Żagle” okazjonalnie, przy okazji targów żeglarskich. W tym roku zostały one przełożone, ale myślimy o następnym roku – mówi Zbigniew Benbenek, przewodniczący rady nadzorczej Grupy ZPR Media, do której należy spółka Murator Expo. Potwierdza, że redakcja tytułu otrzymała wypowiedzenia. – Nie stać nas na utrzymywanie całego zespołu. Redakcje innych magazynów podejmą się organizowania wydań specjalnych – dodaje Benbenek. W redakcji magazynu pracowały na etatach trzy osoby i do ośmiu stałych współpracowników” brzmiał komunikat opublikowany na stronie www.wirtualnemedia.pl oraz na stronie www.press.pl

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/koniec-zagli-duze-zwolnienia-w-muratorze-expo-benbenek-musimy-oszczedzac

https://www.press.pl/tresc/61113,redakcja-_Zagli_-dostala-wypowiedzenia_-pismo-ma-byc-wydawane-okazjonalnie

Okładka ostatniego numeru „Żagli”.

O potrzebie wydawania własnego biuletynu działacze polskiego Związku Żeglarskiego dyskutowali już od roku 1956, kiedy to dokonano reaktywacji tego związku sportowego po okresie centralizacji przeprowadzonej na wzór radziecki w latach 1951-55. W tamtym okresie związki sportowe uległy likwidacji, a ich struktury włączono do struktur Głównego Komitetu Kultury Fizycznej. W okresie tzw. odwilży reaktywowane dawne związki, wśród których poczesne miejsce zajął Polski Związek Żeglarski. Sprawami reaktywacji związku kierował Włodzimierz Głowacki, działacz żeglarski, późniejszy prezes PZŻ. Z jego inicjatywy podjęto kroki zmierzające do powstania biuletynu, który zająłby się w sposób metodyczny i konsekwentny sprawami polityki informacyjnej związku, popularyzacją żeglarstwa w wybranych jego aspektach oraz uaktywniałby lokalne środowiska klubowe. Dzięki staraniom Głowackiego, przeznaczono w budżecie związku środki finansowe na działalność nowej struktury wydawniczej. Oczywiście do powołania biuletynu konieczne były środki finansowe i zezwolenie Głównego Urzędu Kontroli Prasy i Widowisk czyli Cenzury. 8 grudnia 1958 roku wydano zgodę „na wydawanie na powielaczu wewnętrznego biuletynu, objętość 20 stron, formatu A4”[1]

Okładka pierwszego numeru „żagli”, ze stycznia 1959 roku.

Redakcji udostępniono niewielki pokój w biurze związku mieszczącym się przy Placu Dąbrowskiego 8 w Warszawie. Wyposażeniem były dwa biurka, linia telefoniczna ze starym bakelitowym aparatem, maszyna do pisania i czajnik elektryczny. W skład pierwszego zespołu redakcyjnego wchodzili: Włodzimierz Głowacki, Magdalena Liszewska, redaktor techniczny Donat Czerewacz jako komitet redakcyjny oraz Jerzy Kunce będący administratorem, Magdalena Jankowska i Krystyna Szloser jako sekretarka i osoba zajmująca się płatnościami.

Okładka pisma z lat 60.

Biuletyn nie miał imponującej szaty graficznej, wydawany był techniką powielaczową, a nakład wynosił 1.400 egzemplarzy[2]. Okładka w początkowym okresie istnienia druku była taka sama dla wszystkich wydań, stylizowane łódki z numerem wydania na żaglu największej z nich. Była wyraźnie grubsza niż wnętrze numeru, nie była objęta również numeracją. Objętość tytułu to 20 kolumn, oczywiście wydane w czarno-białej tonacji.

Ponieważ pismo wydawane było techniką powielaczową, nie pozwalającą na zapewnienie atrakcyjnej szaty graficznej, redakcja stosowała różne techniki podnoszące jej wartości wizualne. Stosowano fotograficzne zmniejszanie maszynopisów na wybranych kolumnach, układ dwu i trzyszpaltowy, wyrównaną do prawego marginesu szpaltę oraz kreskowe ilustracje. Łamanie tytułu było oczywiście ręczne, a stosowanie różnych zabiegów podnoszących ich atrakcyjność powodowało wydłużenie tego procesu.

W pierwszym numerze „Żagli” datowanym na styczeń 1959 roku, założyciele biuletynu charakteryzowali jego formułę. „Z NOWYM ROKIEM 1959 wychodzi dla wszystkich polskich żeglarzy pierwszy biuletyn „Żagle”. Nie jesteśmy dyscypliną, o której zbyt często piszą dziennikarze sportowych pism – problematyką żeglarską trudno jest często zainteresować szersze rzesze Czytelników, goniących za sensacją. (…) Mierzymy zamiary na siły. A siły te, to szeroka społeczność żeglarska, od której oczekujemy pomocy w redagowaniu biuletynu. Czekamy i na krytykę i na życzenia a przede wszystkim na artykuły. (…) Oddając ten numer do Waszych rąk, Czytelnicy, apelujemy – traktujcie „Żagle” jak swoją trybunę! Naszą dewizą „wszystko, co się dzieje pod żaglami, nie jest nam obce.” Czytajcie i rozpowszechniajcie „Żagle”, będą one tym lepsze, im więcej będzie czytających” (pisownia oryginalna)[3]

„Kto finansuje „Żagle”? Jego czytelnicy, i ci, co w „Żaglach” się ogłaszają. Znaczy to, że „Żagle” utrzymują się z opłat za prenumeratę, nadsyłanych przez w s z y s t k i c h czytelników. Czy to jest dobre? Napewno tak! Dzięki temu „Żagle” są nasze własne, ż e g l a r s k i e. Budżet PZŻ nie przewiduje niestety subwencjonowania biuletynu – jest na to za szczupły, szczególnie w roku przygotowań przedolimpijskich. [4](pisownia oryginalna)

Od numeru trzeciego pojawiły się reklamy zewnętrzne, co wspomagało skromny budżet biuletynu. Reklamie oddano kolumny 19 i 20, a dominowały tam reklamy związane z działalnością PZŻ. Jednak wśród nich pojawiły się ogłoszenia zachęcające do kupna jachtu czy żagli, a nawet ozdobnych znaczków żeglarskich.[5]

Opóźnienia w druku były na tyle poważne, że na wakacje wydano numer łączony – 6-7/59, o podwójnej objętości. Podobnie było dwa miesiące później, kiedy połączono numery sierpniowy i wrześniowy, zmniejszając przy tym objętość do 36 kolumn. W tej sytuacji nie dziwił fakt, że numer łączony listopadowo-grudniowy liczył już tylko 32 kolumny.

Redakcja wysoko oceniała pierwszy rok istnienia biuletynu, a redaktor naczelny podsumował krótko ten fakt „Dziewięć zeszytów w 1959 roku, w tym 3 numery podwójne, uważaliśmy za wielki sukces wydawniczy. Na 228 stronach pierwszego rocznika „Żagli” zamieszczaliśmy wiadomości z wszystkich dziedzin żeglarskiego ruchu. „Żagle” czytano więc od pierwszej do ostatniej stronicy, nie omijając ogłoszeń, które w pierwszym roczniku zajęły 5% miejsca.[6]

Rok 1960 przyniósł istotne zmiany. Dotąd drukowano go na powielaczu, techniką, która nie pozawalała na stosowania rozwiązań edytorskich zadowalających czytelników. Techniką powielaczową wydrukowano 14 pierwszych numerów. Od numeru marcowego 1960 roku „Żagle” powstawały techniką drukarską, co oczywiście także wymagało uzyskania stosownego zezwolenia GUKPiW, co stało się 5 marca 1960 roku. Drukowane były dotąd w Stołecznych Zakładach Graficznych, a dla redakcji druk pisma nową techniką oznaczał możliwość stosowania ilustracji fotograficznych i znaczącej poprawy jakości.Problemów jednak nie brakowało; drukarnie niechętnie podejmowały się druku pism niskonakładowych, a sytuacja „Żagli” była skomplikowana. Oto bowiem biuletyn związku sportowego przynależący do wydawnictwa „Sport i Turystyka” zajmującego się książkami, usiłuje zyskać stały harmonogram w przeciążonych zazwyczaj drukarniach. To powodowało częstą zmianę drukarni by w ogóle „Żagle” mogły się ukazywać. „Nie mieliśmy stałych terminów, byliśmy w każdej kolejnej drukarni piątym kołem u wozu, przyczepionym z łaski i z łaski tolerowanym. W tej sytuacji nie było żadnych szans na terminowe wydawanie pisma. Opóźnienia dochodziły do trzech miesięcy, robiło się parę razy w roku numery podwójne.”[7]

Początkowo „Żagle” miały po 16 kolumn, numer podwójny lipcowo-sierpniowy, liczył 34 kolumny, a kolejne po 18 stron. Pojawiła się również stopka redakcyjna, z adresem redakcji i z adnotacją „Do użytku wewnętrznego”, co oznaczało, że biuletyn nie wypełniał jeszcze kryteriów wyznaczonych prasie. Dopisek ten zniknął ostatecznie wraz z końcem 1961 roku.

W tym samym roku z funkcją redaktora naczelnego pożegnał się Włodzimierz Głowacki. Nowym redaktorem naczelnym zostaje Zbigniew Laskowski, działacz żeglarski szczebla centralnego. Sekretarzem redakcji została Magdalena Jankowska. Pismo rozwijało się, ale wciąż miało kłopoty z dystrybucją, a co za tym idzie, z wpływami od prenumeratorów. Nowy redaktor naczelny w płomiennym apelu do czytelników, ogłoszonym w numerze styczniowym z 1961 roku pisał: „Ukazywanie się „Żagli” jest najściślej związane z odpowiednią ilością stałych, regularnie płacących prenumeratorów. Gdy ich zabraknie, pismo straci po prostu warunki swego istnienia. „Żagle” nie są bowiem gazetą, której każdy numer można kupić w kiosku osobno – tylko prenumerata zapewnia pieniądze.[8] Autor przypomina także, że mocą uchwały Sejmiku Polskiego Związku Żeglarskiego, najwyższego organu władzy w żeglarstwie, wszystkie kluby zostały zobowiązane do prenumerowania „Żagli”. Żali się również, że niektóre z nich traktują przesyłkę jako prezent, nie uiszczając żadnych należności.[9]

Pismo zmieniało się na lepsze z każdym miesiącem. Od numeru wrześniowego w stopce, w skaldzie komitetu redakcyjnego pojawił się Wiesław Rogala, etatowy pracownik PZŻ w randze sekretarza generalnego. Publikowano coraz więcej fotografii, pojawiali się nowi współpracownicy publikujący swoje materiały z rejsów oraz artykuły teoretyczne. W numerze grudniowym ogłoszono wielki konkurs  pod hasłem „Będę korespondentem”. Ideą było pozyskanie materiałów z tzw. terenu, dokąd nie docierali redaktorzy „Żagli”, Apelowano o nadsyłanie materiałów obiecując, że z autorami najciekawszych tekstów redakcja podejmie stałą współpracę. Pierwszą nagrodą był rejs morski w sezonie 1962.[10] Powód organizacji konkursu był oczywisty. Trafnie podsumował to Leszek Błaszczyk, który od roku 1962 znalazł się w składzie kolegium redakcyjnego „Żagli”. „… byłem  nieco zaskoczony kłopotami tego szacownego ciała. Podstawowym kłopotem był bowiem chroniczny brak materiałów do numeru. Dlatego też na posiedzeniu kolegium, w którym po raz pierwszy uczestniczyłem, było nie to, co poruszyć w bieżącym numerze „Żagli”, ale co w ogóle dać, ponieważ teczki redakcyjne świeciły prawie pustkami.[11]

To samo zdjęcie, odwrócone, ale z wklejoną twarzą żeglarki, zostało dwukrotnie wykorzystane na okładce pisma.

Błaszczyk, młody dziennikarz z Olsztyna, został włączony w skład kolegium redakcyjnego i szybko  pokazał sprawność organizacyjną. „Przychodziłem na każde zebranie kolegium mając swój „własny” plan bieżącego numeru „Żagli”. Ponieważ najczęściej nikt nie proponował innego, moje propozycje przechodziły bez większych dyskusji.(…) Drugą sprawę, to jest kontakt z terenem (…) rozpocząłem od wysłania do każdego klubu i okręgu „płomiennego” wezwania do współpracy oraz propozycji zgłoszenia korespondenta. Na około 300 wysłanych deklaracji korespondentów, nadeszło blisko 50 zgłoszeń, niektóre z pierwszymi wiadomościami o pracy klubu”[12]

W następnym roku Leszek Błaszczyk został mianowany, decyzją Zarządu Polskiego Związku Żeglarskiego, zastępcą redaktora naczelnego „Żagli” i od tej chwili rozpoczęła się jego długoletnia kariera w tym piśmie. Już w styczniu opublikował pierwszy artykuł problemowy[13], później publikował wiele materiałów, ale skupił się także na pracy redakcyjnej. W stopce redakcyjnej pojawił się od numeru łączonego, 3-4/1963. W tym numerze rozbudowano, bardzo dotąd skromną, stopkę redakcyjną i pojawiły się w niej nazwiska Z. (Zygmunta przyp. MS) Jędrzejkiewicza i K. (Krzysztofa przyp. MS) Jaworskiego.

W maju 1963 roku następuje prawdziwa rewolucja. Redakcja rezygnuje wówczas ze stałego wzoru okładki, który pozostawał niezmienny od początku biuletynu, czyli od stycznia 1959 roku i na okładce publikuje zdjęcie zajmujące większość jej powierzchni. Okładka jest drukowana na papierze tej samej gramatury co pozostała część numeru, co było prawdziwą rewolucją.

Już w styczniu 1965 roku dokonuje się przełom w historii „Żagli”. W komunikacie zamieszczonym w styczniowo-lutowym numerze redakcja informuje, że od stycznia wydawcą pisma zostało Wydawnictwo „Prasa Sportowa” Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa” i opisuje to jako przełomowy moment w życiu miesięcznika. W tym samym komunikacie stwierdza także, że Leszek Błaszczyk został, decyzją Zarządu Polskiego Związku Żeglarskiego, nowym redaktorem naczelnym pisma.[14]. Dotychczasowy naczelny został szefem działu ogólnomorskiego.

Tytuł wielokrotnie zmieniał wydawcę, odnotowano także kilkanaście różnych siedzib redakcji, niezmienny był tylko duch tworzenia dobrego, poczytnego tytułu dla żeglarzy. Najlepszy czas dla pisma to początek XXI wieku, kiedy redaktorem naczelnym był Jerzy Kubaszewski. Wówczas „Żagle” odnotowały średni roczny nakład na poziomie 29.584 egzemplarzy[15] oraz rozpowszechnianie płatne  na poziomie 15.679 egzemplarzy. Rozpowszechnianie płatne nie jest tożsame za sprzedażą egzemplarzową, do tej puli należy dodać wszystkie egzemplarze rozdawane na przykład wraz z biletami dla prenumeratorów na targi Wiatr i Woda. Dane o sprzedaży ZKDP udostępniło dopiero w 2013 roku.

Po roku 2001 było już tylko gorzej. Ostatnim redaktorem naczelnym był Waldemar Heflich, który kierował pismem od 2001 roku. W 2003 roku radykalnie ograniczono nakład, aż o 8 tys. egzemplarzy, co przełożyło się również na drastyczny spadek rozpowszechniania płatnego z 13.492 na 12.889 egzemplarzy pisma.

Sprzedaż systematycznie spadała, a „Żagle” „gubiły” corocznie kilkuset  czytelników. W tym czasie tylko trzykrotnie odnotowano niewielki wzrost rozpowszechniania rok do roku, w latach 2007 o 206 egzemplarzy, w 2009 o 502 egzemplarze oraz w roku 2017, kiedy rozpowszechnianie wzrosło o 974 egzemplarze uzyskując 6531 egzemplarzy. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tym samym roku 2017 sprzedaż, jak wspomniano już ujawniona przez ZKDP, osiągnęła pułap 4.824 egzemplarze i była niższa niż rok wcześniej o 238 egzemplarzy. Z danych wysnuć można wniosek, że wydawca promował pismo poprzez jego kontrolowaną dystrybucję, a dysproporcja pomiędzy egzemplarzami rozdawanymi i sprzedawanymi rosła. W tym czasie nakład pisma zbliżył się do tego z roku 1969, później redakcja nie ujawniała ani danych o nakładzie, ani też o sprzedaży.

Jedna z najbardziej niezwykłych okładek w 60-letnich dziejach pisma. Styczeń 1983 r.

Styczniowy numer „Żagli” z 1969 roku wydrukowano w nakładzie 11.000 egzemplarzy, a nakład od początku pisma rósł niemal wykładniczo.[16] Zjazd nakładu w ostatnich latach był mniej spektakularny ale wyraźnie zauważalny, a do poziomu owych 11 tysięcy egzemplarzy pismo zbliżyło się niepokojąco blisko w 2016 roku uzyskując wynik 12.739 drukowanych średnio egzemplarzy.

Nakład, sprzedaż oraz rozpowszechnianie płatne w latach 1998-2017. Na podstawie danych ogólnodostępnych ZKDP.

Poziom 10 tysięcy sprzedanych egzemplarzy w locie ku ziemi „Żagle” osiągnęły w roku 2008 uzyskując wynik 9.603. Chwilowa poprawa w roku następnym (10.105) nie zahamowała jednak trendu i rok 2010 podsumowano dystrubucją płatną na poziomie 8.970 egzemplarzy.

Rozpowszechnianie płatne a sprzedaż egzemplarzowa.

Nakład, rozpowszechnianie płatne oraz sprzedaż egzemplarzowa w latach 2012-2017.
Na podstawie danych ogólnodostępnych ZKDP.

Jak wspomniano, dane o sprzedaży udostępniono w ZKDP dopiero w 2013 roku. Okazało się wówczas, że istnieje duża dysproporcja pomiędzy dystrybucją a sprzedażą. W kolejnych latach wynosiła ona odpowiednio 2012 -872 egz., 2013 – 431 egz., 2014 – 926 egz., 2015 – 1115 egz., 2016 – 495 egz. i 2017 aż 1707 egz. Oznacza to, że w ostatnim roku rozdano ponad 25% liczby sprzedanych egzemplarzy.

W 2018 roku tytuł przeszedł do innego wydawcy, Muratora Expo, spółki córki grupy ZPR i zniknął z danych ZKDP. Wycofanie monitorowania sprzedaży oznaczać mogło tylko jedno, sprzedaż w dalszym ciągu zmniejszała się, co oznaczało, że zasłużony miesięcznik idzie na czołowe zderzenie ze ścianą. 60-lecie „Żagli” obchodzone w roku 2019 nie przyniosło odmiany, pismo cieszyło się coraz mniejszym zainteresowaniem czytelników, a zmiany, jakie wprowadzała redakcja okazały się dalece niewystarczające. Jubileusz nie był uroczyście celebrowany tytuł walczył już o życie.

Nakład i sprzedaż egzemplarzowa pisma w poszczególnych miesiącach w latach 2013-2017.
Na podstawie danych ogólnodostępnych ZKDP.
Sprzedaż egzemplarzowa pisma w poszczególnych miesiącach w latach 2013-2017.
Na podstawie danych ogólnodostępnych ZKDP. Pik z sierpnia 2013 (ponad 14 tysięcy egzemplarzy był związany ze sprzedażą numeru specjalnego, wydanego z okazji Tall Ships w Szczecinie.

Zasłużony tytuł zniknął z rynku, a wraz z nim pewna legenda, która towarzyszyła środowisku. Zaskakuje jednak, że chociaż wśród żeglarzy rozpoznawalność tytułu była chyba 100-procentowa, to zarazem tak niewielu z nich sięgało po tytuł, który przez wiele lat był praktycznie monopolistą na rynku. Nie pora tu na analizę jakościową, fakty są jednak niepodważalne. Środowisko nie chciało takiego tytułu, sprzedaż z roku na rok malała, a ostatecznie los pisma przypieczętowała pandemia koronawirusa, która spowodowała odwołanie targów Wiatr i Woda w 2020 roku, co pociągnęło za sobą zwolnienia i u wydawcy tytułu i w samej redakcji, która przestała funkcjonować niemal z dnia na dzień.


[1] Włodzimierz Głowacki, „O ”Żaglach” mówią ich redaktorzy”, „Żagle” nr 1/1969, str. 4-5

[2] tamże

[3] (ba) „Żagle nr 1/1959, str. 3

[4] (ba) Sytuacja „Żagli”, „Żagle” nr 3/1959, str. 2

[5] „Żagle” nr 3/1959, str. 19-20

[6] Włodzimierz Głowacki, „O ”Żaglach” mówią ich redaktorzy”, „Żagle” nr 1/1969, str. 4-5

[7] Magdalena Jankowska, „O „Żaglach” mówią ich redaktorzy”, „Żagle” nr 1/1969, str. 4-5

[8] Redakcja „Bez Was „Żagle” nie popłyną, „Żagle”, nr 1/1961, str. 6

[9] tamże

[10] konkurs „Będę korespondentem”, „Żagle” nr 12/1961, str. 2

[11] Leszek Błaszczyk „O ”Żaglach” mówią ich redaktorzy”, „Żagle” nr 1/1969, str. 4-5

[12] tamże

[13] Leszek Błaszczyk, „”Nowy” w klubie”, „Żagle” nr 1/1963. Str. 3

[14] Kolegium „Żagli”, Komunikat, „Żagle” nr 1-2/1965, str. 2

[15]  dane ZKDP

[16]  Włodzimierz Głowacki, „O „Żaglach” mówią ich redaktorzy, „Żagle” 1/1969, str. 4-5.

MAS

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.