Po raz pierwszy w 45-letniej historii regat Volvo Ocean Race zwyciężył jacht pod chińską banderą, Dongfeng Race Team z dwoma Chińczykami na pokładzie i międzynarodową załogą, głównie francuską w składzie, po fantastycznie rozegranym etapie wygrał pozostawiając za rufą rywali. To ostatnie regaty w formule, jaką znamy do tych czas. Szykują się bardzo duże zmiany.

Do ostatniego etapu ruszało 7 jachtów, spośród których 3 miały równą liczbę punktów. To zapowiadało emocje na 700-milowej trasie, bo ta załoga, która dopłynie do Hagi jako pierwsza, wygra regaty. Początkowo wszyscy trzymali się razem, ale Team Brunel wkrótce tracił już 14,5 Mm. Pozostali parli do przodu nie oglądając się na rozwiązania taktyczne i pilnowanie najgroźniejszych rywali. O losach wyścigu zadecydował sobotni wieczór. Prowadzące jachty popłynęły z dala od lądu, w labiryncie stref wyłączonych z żeglugi. Jacht Dongfeng postawił wszystko na jedną kartę; Załoga pożeglowała blisko lądu, trasą krótszą, ale ryzyko polegało na żegludze ostro na wiatr w pierwszej fazie i możliwej odkrętce wiatru nazajutrz, kiedy mieli być blisko mety. Pascal Bidegorry, nawigator na chińskim jachcie, ryzykował wiele, ale po dokładnych analizach zdecydował się postawić na takie rozwiązanie. Za nim popłynęły jeszcze 2 jachty. Hiszpanie z Mapfre początkowo popłynęli za Chińczykami, ale zawahali się i wrócili na pierwotny, klasyczny kurs do mety. To wahanie kosztowało ich półtorej godziny straty i cenne mile do odrobienia. Od rana w niedzielę, 24 czerwca, wielu kibiców usiadło przed komputerami, aby śledzić tracking. Czołówka, czyli Brunel, Akzo Nobel i Mapfre, żeglowała z prędkością powyżej 14 węzłów, Chińczycy o węzeł, półtora,  wolniej. Wydawało się, że ta taktyka „nie wyda”, strata była zbyt duża i wciąż rosła. Kiedy prowadzący Akzo Nobel miał do mety 68 mil, Dongfeng miał 50,5 mili straty do lidera. W tych warunkach i przy tej prędkości jachtów oznaczało to 4 godziny dodatkowej żeglugi. „Nasze położenie nie było dobre, jednak wierzyliśmy w nasz wybór i parliśmy do przodu” skomentował na mecie Charles  Caudrelier, skipper jachtu.

Wszystko zmieniło się na wysokości wyspy Texel; W czołówce, na 50 mil przed metą, Mapfre wyprzedził prowadzącego dotąd Brunela, ale przewaga nad rywalami wyrażana była cyframi po przecinku. Dongfeng tymczasem po odpadnięciu za wyspą nabrał wiatru w żagle zdecydowanie przyspieszając. Teraz to on nadawał ton rozgrywce, a wraz z każdym odświeżeniem trackingu jego strata do lidera malała o kilka mil. Na 43 mile przed metą liderzy zrobili zwrot w kierunku boi położonej 5 mil od mety i rozstrzygnięcie wciąż wydawało się niepewne. Na 21 mil przed kreską Dongfeng wyprzedził pierwszego rywala z czołówki, Vestas, po przepłynięciu kolejnych 3 mil wyprzedził Brunela, co było punktem zwrotnym wyścigu. Teraz to Chińczycy żeglowali o węzeł szybciej, a z załogi Bouwe Bekkinga zeszło powietrze. Chyba w tym momencie dotarło do nich, że tych regat nie wygrają. Dla Bekkinga był to ósmy start w regatach i chciał wygrać za wszelką cenę. Teraz zwycięstwo wymykało mu się z rąk, ale nie był już w stanie zmobilizować swoich ludzi. Pojedynek pomiędzy Dongfengiem i prowadzącym Mapfre nie trwał jednak długo. Po kolejnych kilkunastu minutach, na 13,4 mili przed metą,  to Chińczycy wyszli na prowadzenie i stało się jasne, że to oni wygrają, tym bardziej, że tempa nie zwalniali. Załogi ośmieszonych konkurentów już nie były w stanie nawiązać rywalizacji, w asyście motorówek i pontonów to właśnie Dongfeng Race Team dopłynął na metę pierwszy zgarniając całą pulę. Mapfre był drugi, Akzo Nobel trzeci, zrezygnowany Brunel dopiero czwarty, co dało mu 3 miejsce w „generalce”. Dla Bouwe to porażka, prawdziwa klęska, bo liczył na zwycięstwo u siebie w domu. „Zmiana wiatru przyszło o półtorej godziny za późno” powiedział na mecie nie kryjąc rozczarowania. Z dziennikarzami rozmawiać jednak nie chciał. Triumfowali za to Francuzi grający kluczowe role na pokładzie chińskiego jachtu. Skipper, wspomniany Charles Caudrelier, i bohater tego etapu, nawigator Pascal Bidegorry, nie kryjący wzruszenia i łez na mecie. „Pokazał wielki kunszt żeglarski, rozpracował ten wariant w najdrobniejszych szczegółach, należał mu się ten sukces”, powiedział na mecie Stu Bannatyne, także 8-krotny uczestnik tych regat, członek zwycięskiego zespołu, dla którego był to już czwarty triumf w regatach. „Pascal nie spał chyba ostatnie dwie doby, na mecie był wykończony, ale bardzo szczęśliwy. Kiedy chyba wszyscy na pokładzie zwątpili, on jeden wierzył  w swój plan i mobilizował nas wszystkich do wysiłku, którego już nie chcieliśmy podjąć” dodał Stu.

Dongfeng wygrał w tych regatach tylko jeden etap, ten ostatni, poprzednio czterokrotnie plasował się na miejscu drugim, ale wygrał decydującą batalię w wielkim stylu, Takie zwycięstwa przechodzą do historii, tym bardziej, że nigdy w 20-letnich dziejach klasyfikacji punktowej (wprowadzono ją w 7 edycji regat w 1997 roku), o ostatecznym zwycięstwie nie decydowała tak mała przewaga, a przed ostatnim etapem aż trójka konkurentów miała realne szanse na końcowy sukces.

Drugi na mecie, zespół hiszpański Mapfre budził wiele pozytywnych emocji wśród obserwatorów. To załoga o chyba najluźniejszej atmosferze w wyścigu, wszyscy tam się lubili, a w portach etapowych to właśnie Hiszpanie byli najgłośniejsi. Skipper Xabi Fernández pokazał, że  potrafi żeglować w każdych warunkach skutecznie i zbudować świetną atmosferę na pokładzie. Do zwycięstwa zabrakło niewiele, ale 2 miejsce w tych regatach pokazuje, że przyjęty kilkanaście lat temu narodowy program rozwoju żeglarstwa oceanicznego przynosi owoce.

Na trzecim miejscu w końcowej klasyfikacji znalazł się Team Brunel, bez wątpienia największy przegrany tego wyścigu. Po słabym początku (miejsca 6,4,4,5,6) Holendrzy przebudzili się i w kolejnych 4 etapach wygrali trzykrotnie, w tym na podwójnie punktowanych etapach prowadzących po wodach Oceanu Południowego. Do końcowego zwycięstwa zabrakło niewiele, tym większa przykrość dla weterana Bouwe Bekkinga. Kolejne zespoły stanowiły zaledwie tło dla czołówki, może jeszcze Team Akzo Nobel miał przebłyski w postaci rekordu 24-godzinnej żeglugi z wynikiem powyżej 600 mil. Wygrał zaledwie jeden etap, a zdarzały mu się wpadki w postaci miejsc blisko końca stawki. Najbardziej pechowy zespół, Vestas, wycofał się z dwóch etapów, dwóch kolejnych nie ukończył, w tej sytuacji trudno było o zebranie punktów. Pokazał jednak szybką żeglugę i sprawność załogi, co dobrze wróży na przyszłość.

To ostatnie regaty Volvo Ocean Race w tej formule, zmiany będą duże, ale wszystko wyjaśni się dopiero w październiku. Wiadomo, że impreza wraca do cyklu 4-letniego, że prawa do jej organizacji kupiła zewnętrzna firma, która dotąd zajmowała się stroną sportową tych regat na poziomie operacyjnym. W kolejnej edycji wystartują dwie klasy jachtów i oprócz dotychczasowej VOR 65 będzie to najprawdopodobniej IMOCA 60. Nieznana jest na razie skala zaangażowani koncernu Volvo, choć wiadomo, że przy regatach pozostanie, nie jest znana trasa, oczywiście także nie wiadomo, jakie zespoły wystartują. Wiadomo tylko, że po raz dziewiąty popłynie w nich niestrudzony Bouwe Bekking, co zapowiedział na mecie w Hadze. W biurze prasowym w Geteborgu panował atmosfera niepewności i pewnego żalu, że po 20 latach kończy się epoka zaangażowania koncernu Volvo w tę imprezę. Niewiadoma zawsze rodzi obawy, jednak warto przypomnieć, że kiedy w 1997 roku ogłoszono wycofanie się z organizacji regat koncernu Whitbread i radykalną zmianę formuły, także wówczas nie brakowało sceptyków wieszczących schyłek najstarszych wokółziemskich regat. Nie brakowało także wówczas głosów, że po Anglikach regaty przejmą chłodni Skandynawowie, którzy nie mają doświadczenia, zapału i zaplecza finansowego, a tymczasem ci sami Skandynawowie wznieśli poziom organizacji i obsługi medialnej imprezy na niedościgły poziom.

Co zostanie w pamięci po tej edycji? Fantastyczna rozgrywka nawigatorów w ostatnim etapie, wyrównana walka na wszystkich etapach, zwycięstwo dwóch kobiet, Carolijn Brouwer i Marie Riou żeglujących w załodze chińskiej. Wielkie emocje w wyścigach portowych i liczny udział pań w załogach. Wprawdzie do parytetu jeszcze droga daleko, ale w każdej załodze były kobiety i to bynajmniej nie do ozdoby. Do negatywów zaliczyć trzeba także śmierć Anglika, Johny’ego Fishera, który wypadł za burtę w sztormie na środku oceanu, kolizję jachtu Vestas z łodzią rybacką nieopodal Hong Kongu, co pociągnęło za sobą ofiarę śmiertelną na kutrze, a także niewielką liczbę startujących jachtów, 7 jednostek na starcie to rozczarowujący wynik. Dostrzeżono także coraz mniejszą liczba widzów w portach etapowych, co oceniano jako wyczerpywanie się dotychczasowej formuły tej imprezy. Mankamentem jest także skomplikowany system punktowy, w którym mniej zorientowanym kibicom trudno się odnaleźć.

Klasyfikacja generalna Volvo Ocean Race 
1. Dongfeng Race Team – 73 points
2. MAPFRE – 70 points
3. Team Brunel – 69 points
4. team AkzoNobel – 59 points
5. Vestas 11th Hour Racing – 39 points
6. Turn the Tide on Plastic – 32 points
7. SHK / Scallywag – 32 points

Klasyfikacja Volvo Ocean Race In-Port Race Series 
1. MAPFRE – 64 p
2. Dongfeng Race Team – 56 p
3. Team Brunel – 50 p
4. team AkzoNobel – 50 p
5. Vestas 11th Hour Racing – 35 p
6. Turn the Tide on Plastic – 25 p
7. Sun Hung Kai / Scallywag – 25 p

MAS

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.