Warszawski Klub Wodniaków PTTK od niedawna organizuje niezwykłe regaty. Rajd Urzecze to zawody na warszawskiej Wiśle, wyścig dla żeglarzy, wioślarzy i kajakarzy. Formuła regat jest tyleż prosta, co bardzo oryginalna; Wszyscy ruszają w górę rzeki, a wygrywa ta załoga, która w zaproponowanym limicie czasowym dopłynie jak najdalej. W tym roku z uwagi na brak wiatru trzeba było ową formułę nieco zmodyfikować i zawodnicy najpierw pożeglowali w dół rzeki, aby po minięciu Mostu Siekierkowskiego zrobić nawrót i popłynąć pod prąd. Metę usytuowano na wysokości wejścia do klubowej przystani na Wiśle powyżej mostu.

Wystartowało kilkunastu żeglarzy, wioślarze i kajakarze. Podział na grupy był bardzo czytelny; wiosła i żagle. W tej formule rywalizowali zatem żeglarze płynący na jachtach klasy Finn, Foka, 470, BM, ale także replika znanej konstrukcji Mieczysława Plucińskiego P6.

Nie było podziału na klasy, przeliczników, ba, nawet komisja sędziowska była nieco umowna, a stanowili ją członkowie władz warszawskiego klubu. W tych regatach nie chodzi bowiem o walkę, rankingi, tytuły, czy protesty w drodze po zwycięstwo, tutaj chodzi o zabawę i przyjemne spędzenie czasu na wodzie w towarzystwie podobnych sobie ludzi. Bardzo różni żeglarze popłynęli w tych regatach, młodzi żeglarze budujący w nieodległym hangarze jachty klasy Setka z myślą o przyszłorocznych regatach przez Atlantyk, ludzie w sile wieku, ale także kilku Seniorów klubowych, żeglarzy bardzo doświadczonych, dla których pływanie na Wiśle to własne doświadczenie ostatnich kilkudziesięciu lat.

Wioślarze i kajakarze to osobna grupa, ale ponieważ impreza ma charakter wybitnie towarzyski, wszyscy przygotowywali się wspólnie bez cienia napięcia, stresu i ukrywania tajnych broni. Wszyscy pomagali przygotowywać jachty, slipować większe jednostki, nie było głosów protestów przeciwko formule, łodziom czy organizacji. W ostatniej chwili z regat wycofało się kilkunastu żeglarzy, ponieważ prognoza pogody nie byłą zachęcająca, mimo to wyścig puszczono.

Z prądem jeszcze jakoś szło, chociaż stawka jachtów rozpierzchła się po rzece. Niektórzy mieli już jednak kłopoty z nawrotem na boi, bo silny nurt bezlitośnie spychał jachty w dół rzeki uniemożliwiając żeglugę. Mimo to załogi podjęły walkę i pomagając sobie wiosłami, burłacząc i żeglując na cofkach popłynęli dalej. Najwięcej problemów na boi zwrotnej miały jednak załogi osad wioślarskich, których łodzie nie są przystosowane do ciasnych zakrętów w nurcie rzeki., Trochę to trwało, ale bez strat własnych wioślarze ruszyli w górę rzeki nadrabiając stracony dystans.

W warunkach bezwiatrowych nikt nie dał rady dopłynąć przesadnie daleko, mimo to wszyscy świetnie bawili się żeglugą. A na brzegu po zakończeniu regat kolejna niespodzianka organizatorów; ognisko, kiełbaski, dyplomy i symboliczne nagrody rzeczowe, a nawet występy artystyczne. W atmosferze dobrej zabawy podsumowano wyścig, wręczono trofea, a później kontynuowano spotkanie przy ognisku.

Wielkie brawa dla warszawskich wodniaków spod znaku PTTK za pomysł na niebanalną imprezę, świetną atmosferę i zapowiedź kolejnych edycji.

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.