Przedstawiamy trzecia, ostatnią, już relację z rejsu po Odrze. 741 kilometrów przygody i zmagań z naturą, spotkań z ludźmi rzeki i niezwykjłych wodniackich doświadczeń. Wszystko poddane komentarzom Wojtka Slóry, komodora rejsu. 
Następnym miastem wartym odwiedzenia i pozostania przez kilka dni jest Nowa Sól. Ładna, monitorowana, choć już ciasnawa przystań daje bezpieczne schronienie i pozwala na pozostawienie łodzi na czas zwiedzania.


To również trochę sentymentalne miejsce dla wielu uczestników naszych rejsów. Tutaj przez wiele lat swą bazę wypadową dla swojego hauseboota -„Panci” miał nasz kol. Janusz, któremu zdrowie nie pozwala już na dalsze eksplorowanie z nami Polskich Szlaków Wodnych.
W Nowej Soli rolę gospodarza przyjął dyrektor Muzeum Miejskiego, który nas powitał na przystani, poprowadził szlakiem najciekawszych miejsc miasta i zaprosił do swego muzealnego królestwa. Dużo czasu można poświęcić oglądając zgromadzone zabytki z XIX i XX wieku, dotyczące samej historii miasta i jego mieszkańców, jak również przebogate zbiory fauny i flory. W tym miejscu ogromne podziękowania za pokazanie Nowej Soli.


W dniu następnym szybki, choć nie bez problemów rejs do Cigacic. Rano wieje zimny i porywisty wiatr, zaczynają się przemiały i mielizny. Niestety prognozy dotyczące stanu wód i głębokości tranzytowej są coraz mniej sprzyjające. Gdzieś po cichu zaczyna się coraz bardziej wydawać prawdopodobny wariat „B” rejsu. Ominiecie najpłytszej, środkowej części Odry przez Berlin. Najpierw Szprewą, potem przez centrum Berlina, by następnie Hawelą wypłynąć ponownie na Odrę. Dodatkowe dwa dni drogi i około 100 km do przepłynięcia. Wariant na pewno bardzo interesujący dla uczestników rejsu, ale bardzo ryzykowny ze względu na ograniczoną liczbę miejsc gościnnych w mijanych niemieckich marinach. Z doświadczenia wiem, że wpłynięcie do jakiejkolwiek mariny grupy 14 łodzi wywoła nie tylko zdziwienie i lekką panikę u hafenmajstra, ale zakończy się też bezradnym rozłożeniem rąk. Brak miejsc.

Bardzo nie chciałem zakończyć rejsu przed czasem, albo zostawić na „piachu” łodzie o największym zanurzeniu. Mnóstwo telefonów do Nadzorów Wodnych, wiele pytań, na które nie ma dobrej odpowiedzi oraz własnych rozterek sprawia, że te kilka dni są dla mnie mocno stresujące. Aby nie pokazywać tego i nie powodować dodatkowego niepokoju wśród załóg decyduję, że w Krośnie Odrzańskim zrobimy tylko krótki postój i popłyniemy od razu do przystani przed śluzą w Eisenhuttenstadt. Długi, choć męczący odcinek pokonujemy na szczęście bez większych problemów, a możliwość postoju po niemieckiej stronie rekompensuje trudy tego dnia. Wpłynęliśmy na graniczny odcinek Odry.
Tutaj mała dygresja. Odra – prawdziwa Księżniczka, trochę znająca zachodnie obyczaje żeglugowe, ale jednocześnie potrafiąca pokazać swoją słowiańską, rogatą duszę. Na swym lewym brzegu, od ujścia Nysy Łużyckiej, pięknie wystrzyżona pomiędzy główkami, ale pusta, na prawym „polskim” trochę pozarastana, ale pełna życia i przyrody. Taka „nasza” swojska. Nie widzimy żadnych odznak transportu towarowego, za to ogromne zdziwienie z widoku naszej flotylli u mijanych wędkarzy, na obu brzegach rzeki. Wielu z nich przyjaźnie nas pozdrawia, co nie zawsze na wyznakowanym torze wodnym się zdarza.Ponowne analizy danych o poziomie wody w Odrze, konsultacje ze sternikami łodzi o największym zanurzeniu i … płyniemy do Słubic, do zatoki przy Nadzorze Wodnym. Patrząc na wskazania sondy, co chwila podnosi mi się ciśnienie, płyniemy prawie trąc po dnie, na szczęście na tych odcinkach Odra ma już w zasadzie piaszczyste dno.

Parafrazując żeglarskie życzenie o „stopie wody pod kilem”, my chcemy tylko pół stopy, ale cały czas. Podpływamy do Słubic i cumujemy w jedynym możliwym miejscu, przy wysokim, betonowym nabrzeżu Nadzoru Wodnego. Miejsce dość odstraszające od pobytu, stoimy burtą, po trzy łódki obok siebie, z jedyną możliwością dostania się na ląd po przejściu przez dzioby poprzedzających jednostek lub przy burcie pasażerskiego statku Zefir. Niebezpieczne i jakimkolwiek komforcie nie ma mowy. Do czasu.
I w tym miejscu zacznę inną opowieść, tym razem o ludziach, którzy pracują na rzece, znają wodę od wody, a przede wszystkim są niesamowicie życzliwi i pomocni. Ci ludzie to zarządzający z PGW Wody Polskie, podległych RZGW i ich pracownicy różnych szczebli.
Choć obowiązują ich przepisy i wewnętrzne regulaminy, w niektórych przypadkach wręcz z innej epoki, są realistami i starają się pragmatycznie patrzyć na korzystających z rzeki i własne możliwości. Wielu życzliwych pracowników, których nawet nie miałem przyjemności poznać i podziękować osobiście, ludzi, którzy bardziej z pasji niż niewielkich zarobków pracują od lat w administracji wodnej, którzy przy swym ogromnym doświadczeniem są w stanie pomóc w różnych sytuacjach i przy pomocy dostępnego im sprzętu bezpiecznie przeprowadzić przez przemiały i plosa, tuż przy główkach ostróg.
Już pobyt w Słubicach w pełni nas o tym przekonał, pokazał, że jeżeli tylko się chce można zupełnie inaczej widzieć potrzeby pływających turystów wodniaków.
Szczególne podziękowania dla załogi kuterka „Kaśka”, która potrafiła przy wskazywanej w oficjalnych komunikatach 62 cm wodzie tranzytowej, przeprowadzić bezpiecznie, na odcinku Słubice – Osinów, jedną z naszych łodzi o zanurzeniu prawie 90 cm.?!. To nie cud, ale przede wszystkim doświadczenie z pracy bezpośrednio na wodzie, trochę ze sposób pomiaru stale zmieniającej się głębokości wody w rzece. Ogromne dzięki i szacunek.

Bardzo mnie cieszy wiadomość, że powoli zaczyna się dostrzegać w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej potrzeby turystyki wodnej. I tej małej –kajakowej i tej większej – motorowodnej i jachtowej. Niech najlepszym przykładem będzie już realizowane udrożnienie drogi wodnej z Zalewu Zegrzyńskiego na Mazury.
Konieczność dostosowania wielu obiektów hydrotechnicznych do potrzeb takiej turystyki, to nie fanaberia, ale przede wszystkim zwiększenie bezpieczeństwa (nieduże, ale gęściej ustawione polery czy pierścienie cumownicze, choćby uwiązane grube liny przy drabinkach, zastępujące pływające polery), wygody wodniaków (archaiczny sposób opłaty za śluzowanie – tylko odliczona gotówka, podawanie wielu danych armatora i jednostki, celu podróży itp.- z zależności od miejsca), ale i też obsługi śluzy (wypełnianie wielu „kwitów”). To też ujednolicenie przepisów, czy raczej ich stosowania (choć te są jedne, lecz wydaje się że, na śluzach funkcjonują różnego rodzaju wewnętrzne regulaminy (?!), czy zalecenia, nie mające żadnego odniesienia prawnego do obowiązujących ustaw i rozporządzeń). Niby niewiele, ale aż tak dużo.
Liczę, że tegoroczny rejs PTTK „Odra 2019”, przybliży odpowiedzialnym za polskie wody wiele uciążliwych bolączek dotykających turystykę wodną. Nie przez ich ignorancję, ale wyłącznie przez brak świadomości ich istnienia.
Zwiększenie realnej liczby turystów wodnych, reprezentujących wszelkie jej odmiany, to nie tylko zysk dla zarządzających przystaniami lokalnych samorządów, OSIR-ów, czy prywatnych właścicieli przystani. To również zwielokrotnienie możliwości pokazania w mijanych miejscowości własnych atrakcji architektonicznych czy przyrodniczych turystom wodniakom, nie tylko z Polski

Swój tegoroczny odrzański szlak zakończyliśmy w dniu 13 lipca w Szczecinie, a jego finałem była wspaniała uroczystość powitania uczestników rejsu podczas Dni Odry przy Wałach Chrobrego. Gospodarzami powitania byli: pani Elżbieta Marszałek, wspaniała pomysłodawczyni i wieloletnia organizatorka Flisów Odrzańskich – Kobieta Instytucja na Odrze, Krzysztof Żarna z Zachodniopomorskiego Urzędu Marszałkowskiego oraz Jerzy Raducha, dyrektor z Centrum Żeglarskiego w Szczecinie. Przemiła uroczystość, w trakcie, której została przekazana Eli Marszałek specjalnie przywieziona galanda – śląski wianek świętojańskiego, podczas której uczestnicy całego rejsu otrzymali bardzo cenione w środowisku turystów wodniaków Złote Odznaki „Szlak Odry 741,6 km”, za jednorazowe przepłyniecie całej Odry, zakończona wręczeniem upominków ufundowanych przez władze marszałkowskie województwa zachodniopomorskiego.

Dziękuję wszystkim uczestnikom rejsu, przyjaciołom, którzy ponad trzy tygodnie chcieli ze sobą płynąc, razem zwiedzać mijane po drodze atrakcje i wspólnie się bawić.
Wszystkim tym wymienionym z nazwiska lub funkcji oraz tym, którzy swą często niezauważalną dla nas pracą, umożliwili nam zakończenie rejsu w miejscu i terminie przewidzianym w przygotowanym harmonogramie rejsu.
Podziękowania dla lokalnych władz samorządowych nadodrzańskich miejscowości, które zachciały nas powitać i pokazać swe lokalne atrakcję, stowarzyszeniom wodniackim, które nas chciały gościć, a szczególnie Państwowemu Gospodarstwu Wodnemu „Wody Polskie”.


Wszystkich zapraszam jak zawsze na Polskie Szlaki Wodne i Przyjazne Brzegi, tych którzy już znają smak wodniackiej przygody oraz tych, którym ta przyjemność jeszcze nie jest znana.
Z wodniackim pozdrowieniem
Komandor XXXX Rejsu PTTK „Odra 2019”
Wojtek Skóra

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.