Po bardzo intensywnym odpoczynku w Miłomłynie, dniu 16 lipca rozpoczynamy naszą podróż w stronę Ostródy i jeziora Szeląg Duży i Mały. Pomimo, że dwie śluzy: Ostróda i Ruś Mała, które będziemy pokonywać na swej drodze, należą do najmniejszych na szlaku, sam kanał do Ostródy i potem na Szeląg są zdecydowanie lepiej utrzymane i nie tak zarośnięte. Wydawałoby się, że droga na Buczyniec -o wiele częściej uczęszczana- powinna być bardziej zadbana i bliżej być serca miejscowego Zarządu Dróg Wodnych, ale jak stwierdziłem, już wcześniej opisując szlak na pochylnie, nic bardziej mylnego.

Po drodze zatrzymujemy się na nocleg w Klubie Żeglarskim w Ostródzie, miło, czysto i wszystko co potrzebne na kei.

Wpływając na Jezioro Szeląg Duży odkrywamy czyste, z wysokimi i zarośniętymi brzegami jezioro, gdzie każdy znajdzie sobie pojedyncze miejsce, aby wśród sitowia zacumować i napawać się przyrodą i ciszą. Tutaj też znajduje się jedyny tej wielkości tunel wodny, którym nawet dużą jednostką możemy, pod nasypami drogi i torami kolejowymi przepłynąć na Jezioro Mały Szeląg. Niewielu żeglarzy wie o tym miejscu, a pewnie jeszcze mniej miało okazje pokonać jedyną w swoim rodzaju „przeszkodę wodną”. Do drugiej stronie przybijamy do przepięknie położonej i gościnnej przystani PTTK w Starych Jabłonkach.

Kierownik ośrodka, Pan Robert robił wszystko aby nam umilić dwa dni pobytu, które mieliśmy zaplanowane w harmonogramie rejsu. Mając możliwość obserwacji ośrodka z pozycji przycumowanych do pomostu łodzi, z wielką satysfakcja stwierdziłem, że wszyscy przebywający goście byli traktowani z taka samą życzliwością i gościnnością jak my. Zresztą brak miejsc w domkach kempingowych i na polu carawingowym, najlepiej świadczy o renomie ośrodka wśród odpoczywających turystów.

Piękna pogoda i długie ciepłe wieczory sprzyjały długim wspólnym biesiadom przy ognisku. Jak zawsze, niezawodny, NIEZASTĄPIONY Ryszard przygotował dla wszystkich, prosto z dużego gara, kulinarną ucztę, w postaci gorącej i pachnącej zupy z wielkimi kawałami mięsiwa, kapusty i fasoli „Jasiek”. Tego smaku i zapachu nie da się opisać, to trzeba pokosztować by potem pamiętać i wspominać.

Rozpoczynamy ostatni, trzeci tydzień rejsu, odbywamy jeszcze jedną nostalgiczną podróż do Zajazdu Przystanek w Piławkach nad Jeziorem Drwęckim. Serdecznie przyjęci i ugoszczeni przez właściciela zajazdu, słuchamy jego historii o odbudowie tego miejsca, pomysłach na zagospodarowanie i rozwój Zajazdu, na przybliżenie historii pobliskich Faltyjanek, ze smutkiem oglądamy pobliskie, już mocno zdewastowane fragmenty byłego ośrodka wodnego, który jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku był w posiadaniu PTTK. Szkoda.

Wtorkowy poranek 21 lipca to czas rozpoczęcia drogi powrotnej na Jeioro Jeziorak, po drodze po raz trzeci cumujemy w Miłomłynie, by w dniu następnym również odwiedzić przystań w Chmielówce Letnisko. Od tego miejsca nasze dalsze plany rejsowe ulegają zmianie, pierwotnie mieliśmy wracać do Zalewa, ale duży problem z dźwigiem zmusza nas do zmiany kierunku rejsu na południowy, płyniemy do Iławy. Po drodze zostajemy jeszcze na nocleg przy pomostach Związku Gmin Jezioraka na wyspie Mały Gierczak. Ostatnie smażenie złowionych rybek, tradycyjne czyszczenie bakist i czas planować przyszłoroczny rejs.

W związku z tym, że założenia tegorocznego rejsu były inne niż dotychczasowych: krótkie dzienne przebiegi, dużo czasu na zwiedzanie i odpoczynek, postanowiliśmy, że najlepszym miejscem na przyszłoroczny rejs będzie Zalew Koronowski koło Bydgoszczy.

Krótki już odcinek do Iławy, miejsca wyslipowania dźwigiem łodzi, przebiega sprawnie. Również samo przygotowanie łodzi do transportu i ich załadunek na przywiezione z Zalewa przyczepy odbywa się bez żadnych problemów. Doświadczenie dźwigowego i dokładność w układaniu łodzi na przyczepach przynosi oczekiwany efekt. Nikt się nie stresuje, nikt nikogo nie pogania, wszystko odbywa się przy śmiechach i rozmowach o zakończonym właśnie rejsie.

A jak ja, jako komandor go oceniam? Trudno być sędzią we własnej sprawie. Niech świadectwem będę deklaracje, nie tylko uczestników tegorocznego rejsu, o chęci wzięcia udziału w przyszłorocznym rejsie.

Sam cieszę się, że rejs odbył się pomimo pandemii zgodnie z planem, że wszyscy uczestnicy zachowywali się w pełni odpowiedzialnie przestrzegając wymagany dystans społeczny i inne przepisy sanitarne. Że mogliśmy odwiedzić miejsca, o których wielu z nas nie wiedziało, pomimo już kilkukrotnego przepływania koło nich, że mogliśmy spotkać wielu nietuzinkowych ludzi z pasją, że mieliśmy okazje popróbować potraw, o których nigdy wcześniej nawet nie pomyśleliśmy, że zawsze na twarzach uczestników gościł uśmiech i wzajemny do siebie szacunek.

A to jest dla mnie największa satysfakcja i ocena zakończonego rejsu.

Dziękując za wspólnie spędzone na wodzie trzy tygodnie, już dzisiaj zapraszam na przyszłoroczny rejs, po równie ciekawym i pełnym tajemniczych miejsc Zalewie Koronowskim.

Komandor rejsu

Wojtek Skóra

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.