„Polonia”, niegdyś flagowa jednostka PTTK, w ostatnich latach zmieniła właściciela. Nabywcą została firma 3 Oceans z Warszawy, która jest armatorem żaglowca „Fryderyk Chopin” oraz „Wielkopolski”, siostrzanej jednostki „Polonii”. Dla jachtu zasłużonego dla środowiska PTTK, przez pokład którego przeszły tysiące żeglarzy z całej Polski, zaczyna się nowe życie.

Jest to jacht klasy Tom 110 zbudowany według założeń klasy CR 10,5 IYRU (cruser racer). Kadłub opracowano w myśl założeń Ideal Yacht Proportion UFFA Fox. Nad projektem czuwał Leon Tumiłowicz. Założenia eksploatacyjne wyznaczały ramy projektu. „Jacht przeznaczony jest do celów szkolenia i reprezentacji, wnętrza jego muszą być maksymalnie wykorzystane, projekt powinien uwzględniać modernizację i postęp techniczny.

Pokład jachtu przed remontem. Fot. www.complexjacht.pl

W Polsce powstały 3 jachty tej klasy; pierwszym, zbudowanym w 1959 roku dla PTTK, była „Polonia”, „Wielkopolska” powstała w 1962 roku, 3 lata później powstał także „Kaper” dla YK Kotwica w Gdyni. Wszystkie jachty budowano w Zakładach Szkutniczych w Szczecinie. Długość kadłuba wynosiła 16,7 metra, szerokość 3,5 metra, zanurzenie 2,6 metra, a powierzchnia żagli to 110 metrów kwadratowych. „Polonia” była budowana z myślą o wokółziemskim rejsie, ale ostatecznie nigdy do niego doszło. Kapitan Konstanty Macierewicz, były dowódca „Daru Pomorza”, który nadzorował powstanie Polonii z ramienia Polskiego Rejestru Statków, wyraził się kiedyś: Można nim płynąć nawet w podbiegunowe lody.”

„Wielkopolska” zanim trafiła do warsztatu w Pucku na generalny remont, przez kilka lat pełniła rolę scenografii w porcie w Jastarni.

W powojennej Polsce zebrali się ludzie, którzy chcieli żeglować a nie mieli takich możliwości, nie było jachtów zdolnych do pływania po morzu. Wielu z nich było wychowankami Mariusza Zaruskiego, który rozwijał żeglarstwo w latach dwudziestych. Między innymi kapitanowie Zygmunt Jędrzejczak i Kazimierz Klimaszewski. Zainicjowali oni budowę jachtu morskiego w ramach PTTK, tak powstała „Polonia”.

Historię jachtu znajdziemy w książce Janusza Skarżyńskiego. Jest to relacja z pierwszego rejsu na tej jednostce. Osoby, które miały wpływ na jej budowę długo spierały się o wyposażenie i ostateczny kształt Polonii. Janusz Skarżyński wspomina jakie były założenia:
„Miał to być wspaniały jacht. Smukły i śmigły, stateczny, a przy tym diabelnie wygodny. Pomysły, jeden śmielszy od drugiego, oszałamiały nasze wyobrażenie. To będzie pływający pensjonat.” Pojawił się nowatorski jak na tamte czasy pomysł zainstalowania prysznica, chłodni, wentylatorów elektrycznych, elektroniki i radaru. Kapitan myślał nawet o zrobieniu laboratorium fotograficznego. Konstruktorzy ze Stoczni Jachtowej w Szczecinie Leon Tumiłowicz i Zbigniew Milewski nie zdołali uwzględnić wszystkich innowacji, zabrakło pieniędzy i miejsca. Mimo to wydawało się, że Polonia spełni oczekiwania. Zdaniem autora „Po sztormie świeci słońce” w miarę budowy jacht wyglądał coraz bardziej obiecująco. Był piękny i solidny, mógłby nawet pływać po morzach arktycznych.

„Polonia” już podczas generalnego remontu w Pucku.

„W stoczni szkielet znikał pod plankami. Jacht nabierał cech konkretnej bryły. Z jej ukształtowania coraz wyraźniej dawało się określić szlachetność linii. […] Jest obiektywnie piękny. A przy tym mocny jak solidna budowla.


Budowę ukończono w 1959 i już podczas prób okazało się, że Polonia ma doskonałe właściwości żeglugowe. Janusz Skarżyński wyjaśnia, że dzięki małym oporom kadłuba rozwija znaczne szybkości. Średnio pokonywała sto piętnaście mil morskich na dobę, ale zdarzało się, że w ciągu dwudziestu czterech godzin nawet sto osiemdziesiąt mil.

Charakterystyczna rufa typu retrouse pod warstwą warsztatowego pyłu.

Ponadto, chwali autor: „Odznacza się również doskonałą dzielnością morską. Nie tłucze dziobem o fale, nie ryje nim pod wodą. Ma przy tym dobrą stateczność. Pod naporem wiatru lub pod wpływem kołysania pochyla się na boki łagodnie i z łatwością powraca do pozycji pionowej. Jest zwrotny i czuły na ruchy steru. Duży opór boczny […] powoduje minimalny dryf.”

Część dziobowa jachtu.

Podczas pierwszego rejsu wyszły jednak duże niedociągnięcia. Jacht nie był tak komfortowy jak zakładano, wykończono go niezbyt starannie na co zwrócili uwagę Anglicy podczas pierwszego rejsu na Wyspy. Silnik często zawodził, kuchenka dymiła. Mimo licznych przygód często związanych ze złym stanem technicznym w ciągu trzech miesięcy udało się załodze „Polonii” zobaczyć dużą cześć Europy. „Polonia” pod koniec podróży wpadła w bardzo silny sztorm, w którym przekonali się o mocnych i słabych stronach tego jachtu. Kapitan pisał miedzy innymi, że nie działała im pompa zęzowa, jacht mocno ciekł, urywały się haczyki, zawiodło radio.

Kadłub pozbawiony pokładu i kabiny odkrywa swoje tajemnice.

„Ze zgiętym karkiem, pod ciosami fal, trzeba ciągnąć rączkę pompy ssącej dwadzieścia litrów powietrza na ćwierć kubka wody. Dzieją się przedziwne rzeczy na jachcie. Przez popękane ścianki nadbudówki sikają do wnętrza strumienie wody, zalewając mapy, instrumenty nawigacyjne i radiostację. We wszystkich kojach jest mokro. Pokład okazał się bowiem również nieszczelny. Skajlajt i forklapa przepuszczają bryzgi przez gumowe uszczelki nie stanowiące żadnej przeszkody. […] Wykończenie, za sprawa stoczni, obliczone było na miarę krasnoludków i spacerów niedzielnych po Zatoce Gdańskiej. Złorzeczyliśmy więc budowniczym jachtu.”

Część rufowa jachtu.

Jednak ich złość nie trwała długo bo przypominali sobie wtedy o solidnym, mocnym kadłubie, o wytrzymałym olinowaniu i omasztowaniu.
Przez kolejne lata „Polonia” przechodziła rozmaite modernizacje, przeniesiono np. kambuz bliżej nawigacyjnej, wymieniono maszty i zmieniono takielunek.

Na poszyciu jachtu swoje ślady odcisnęła wieloletnia eksploatacja.

Jacht pływał przez blisko 47 lat i zachował opinię dzielnego i mocnego. Z wiekiem coraz bardziej przeciekał i coraz więcej części wymagało wymiany lecz cały czas pływał nie odbiegając od standardu innych polskich jachtów. Dopiero poważna awaria steru i konieczność kosztownych napraw w Szwecji wyłączyła jacht z eksploatacji.

Kształt kadłuba „Polonii” zdradza jej dawne osiągi na wodzie.

Na „Polonii” wykształciło się kilka pokoleń kapitanów, w rejsach brało udział ponad trzy tysiące osób. Jacht wielokrotnie reprezentował Polską banderę w portach Bałtyku, Morza Północnego, na Wyspach Brytyjskich i Islandii.

„Polonia” stała na nabrzeżu w Górkach Zachodnich od 2005 roku przez prawie dziesięć lat. Obecnie jest w hali firmy Complex Jacht w Pucku i czeka na generalny remont.

Po zdjęciu pokładu widoczny jest kunszt dawnych szkutników.

MAS. W tekście wykorzystano obszerne fragmenty materiałów zawartych na stronie www.complexjacht.pl. oraz fragmenty książki Janusza Skarżyńskiego „Po sztormie świeci słońce”, Wydawnictwo Morskie, Gdynia 1962

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.