François Gabart płynący samotnie na 30-metrowym trimaranie “MACIF” pobił rekord żeglugi dookoła świata uzyskując niewiarygodny wynik 42 dni, 16 godzin, 40 minut i 35 sekund. Dotychczasowy rekord, należący do Thomasa Coville’a i ustanowiony zaledwie rok wcześniej, został poprawiony aż o 6 dni, 10 godzin, 23 minuty i 53 sekundy. Warto zauważyć, że jest to rezultat gorszy od rekordu załogowego niespełna o dwie doby, co pokazuje, jak w ostatnich latach przyspieszyło światowe żeglarstwo. François przez półtora miesiąca samotnej żeglugi przepłynął dystans 27859,7 Mm płynąc ze średnią prędkością 27,2 węzła. Niejako po drodze Francuz dobowy dystans wyśrubował do niewiarygodnych 851 Mm poprawiając własny rekord z 2016 roku.

Rejs od początku układał się po myśli nowego rekordzisty.  François systematycznie zwiększał przewagę dokonując niesamowitych wyczynów, a jego trimaran „połykał” kolejne mile z prędkością pociągu. Francuz miał wyjątkowe szczęście do pogody, przez cały czas trwania rejsu, szybko pokonał południowy Atlantyk skracając dystans do Przylądka Dobrej Nadziei, sporo ryzykując zszedł bardzo nisko na Oceanie Indyjskim narażając się na kontakt z górami lodowymi. Żeglując w „pięćdziesiątkach”, pokonał psychologiczną barierę, nikt dotąd tak szybkim jachtem nie zdecydował się na takie ryzyko, ale efektem było skrócenie dystansu i kolejny cząstkowy rekord. Pacyfik to jazda „na maksa”, z idealnymi przeskokami pomiędzy układami niżowymi i żegluga niemal „na kreskę” w bardzo sprzyjających warunkach pogodowych. Południowy Atlantyk to pokaz możliwości jachtu; „MACIF” żeglował idealnie dzięki korzystnym układom barycznym, nie tracił czasu na szukanie wiatru, a dystans pomiędzy nim, a „Sodebo” rósł z każdą godziną. Na równiku wynosił 2,5 tysiąca mil, co zapowiadało znakomity wynik, później jeszcze wzrósł, do ponad 2700 mil. Szczęście opuściło Gabarta dopiero w końcówce; kiedy był już na ostatniej prostej, rozbudował się wyż azorski, co zmusiło go do poszukiwania optymalnej drogi i wydłużenia dystansu. „MACIF” musiał żeglować daleko na północ, a jego dobowe przeloty spadły do 500 mil. Godziny uciekały, a jacht wlókł się z prędkością 15 mil w centrum wyżu. Mimo to François nie tracił ducha, spokojnie podchodził do sytuacji przesyłając na brzeg komunikaty o dobrej formie i nadziei na dobry wynik.

Na mecie Gabrat powiedział, że nie oczekiwał aż tak dobrego wyniku, spodziewał się poprawienia rekordu o dzień, może dwa, wyszedł z tego prawie tydzień, co dla niego jest powodem do ogromnej satysfakcji.

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.