6 sierpnia 1971  roku w żeglarstwie dokkonano rzeczy, wydawałoby się, niemozliwej.  W brytyjskim Hamble zakończył się, po 292 dniach, wokółziemski rejs Chaya Blytha na  jachcie „Brutish Steel”. Był to pierwszy w dziejach jachtingu wokółziemski rejs bez zawijania do portów „złą drogą”, czyli ze wschodu na zachód, pod wiatry i prądy. Bardzo długo musieliśmy czekać na ponowne zmierzenie się z tą trasą. Rekord Blytha poprawił w 1994 roku Mike Golding na jachcie „Group 4” uzyskując 184 dni. Wokółziemski rejs bez zawijania do portu wokół trzech przylądków jest wyczynem nie lada. Jeśli jednak do tego dodamy kierunek ze wschodu na zachód to mamy Everest żeglarstwa. Żeglarze zawsze chętniej wybierali trasę z zachodu na wschód, samotników na tej trasie było już ponad sześćdziesięciu, głównie za sprawą rozgrywanych co cztery lata regat Vendee Globe Challenge, w drugą stronę pływano zdecydowanie mniej chętnie.

Takiego wyczynu w dziejach jachtingu dokonało niewiele osób, a wśród nich jest jeden Polak, który także dokonał niemożliwego, jak często określą się ten wyczyn w światku żeglarskim. Rejs na tej trasie jest szczególnym wyzwaniem żeglarskim, ponieważ jego trasa prowadzi głównie pod wiatr i pod prądy oceaniczne, co czyni żeglugę trudną, uciążliwą i niezwykle niekomfortową. Jacht płynący na halsówce to wieczne przechyły, bicie kadłuba o wodę w dolinie fali, i praca takielunku na granicy wytrzymałości. Żeglarz decydując się na taki rejs musi mieć w sobie moc determinacji i wiary w szczęśliwy los, statystyki są bowiem bezlitosne. Południowy Atlantyk do Hornu to jazda pod wiatr, ale najgorsze dopiero za Hornem, którego pokonanie w pojedynkę to prawdziwe wyzwanie. Na Pacyfiku wcale nie jest lepiej. Można wprawdzie uciec na północ by tam szukać łagodniejszej pogody, ale wówczas bardzo nadkłada się drogi. Czterdziestki nie bez przyczyny nazywają się ryczące, a na domiar złego tutaj trzeba żeglować pod wiatr i skumulowaną falę oceaniczną, której wysokość sięga nawet kilkunastu metrów. Próba skrócenia sobie drogi i żegluga w pięćdziesiątkach to już prawdziwa rosyjska ruletka, bo oprócz sztormów statystycznie dominujących w tych rejonach dochodzą jeszcze góry lodowe, które żeglugi nie ułatwiają, a które są zmorą żeglarzy, zwłaszcza samotników. Ocean Indyjski wcale nie jest łatwiejszym akwenem, o czym dobitnie przekonało się kilku śmiałków. Pogoda w tym rejonie bywa szczególnie kapryśna, wiatry uciążliwe i nawet daleko na północy potrafi nieźle dmuchnąć, co zmusza żeglarzy do forsowania jachtu.

Symptomatyczne przy tym, że dotąd nikt nie porwał się na załogową próbę na tej trasie, co tłumaczy się czasem trwania takiej wyprawy i koniecznością zabrania dużej ilości żywności i wyposażenia, o doborze charakterów już nie wspominając. Od czasu do czasu wspominano coś o regatach planowanych na tej trasie, nigdy jednak ta sprawa nie doszła do etapu „pieniądze w kasie organizatora”.

Wśród  śmiałków są największe żeglarskie nazwiska, ludzie, którzy przełamywali bariery żeglarskie i psychologiczne, dokonywali niemożliwego po to, by zdobyć wpis do księgi rekordów, ale nie brakuje również postaci, które dokonują tego wyczynu w imię realizacji swoich młodzieńczych pasji nie oglądając się na sponsorów i nie goniąc za sławą.

Chay Blyth i British Steel         18.10.1970 – 06.08.1971       292 dni Hamble – Hamble

Pionierem był Chay Blyth, żeglarz, któremu nie powiodło się w rejsie z zachodu na wschód, postanowił być zatem pierwszy „pod górkę”. Przygotował stalowy solidny jacht British Steel i 18 października 1970 roku wypłynął z Hamble w Cieśninie Solent. Zakładał, że będzie płynął półtora roku i na tyle prowiantował jacht, ostatecznie jednak uporał się z tym dystansem w 292 dni morderczej żeglugi na halsówce. Aby wyruszyć na wyprawę sprzedał dom i samochód, a rodzinę umieścił w wynajętym mieszkaniu. Udało się, ryzyko się opłaciło, po dopłynięciu do mety na dłużej zarzucił żeglarstwo. Jeszcze przed półmetkiem stracił samoster wiatrowy, dzięki czemu bardzo i wiele czasu spędzał na deku za sterem. Nie był pewien powodzenia wyprawy, a swoje przygody opisał w książce pod znamiennym tytułem „Niemożliwa podróż”.

Mike Golding i Group 4           21.11.1993 – 09.05. 1994      161 d, 17 h, 35 min, 54 s Southampton – Southampton

Dla młodego Anglika nie była to podróż w nieznane, rok wcześniej opłynął świat „złą drogą” załogowo, na tym samym jachcie, w towarzystwie 13 osób, ale etapowo. Tamte regaty przegrał o 40 minut, teraz musiał obsłużyć jacht sam, co wydawało się rzeczą trudną, a okazało się możliwą. Golding doskonale dawał sobie radę, jednak wskutek awarii musiał drastycznie ograniczyć zużycie energii elektrycznej. W założeniu miał pobić rekord o połowę, poprawił go zaledwie o ponad cztery miesiące, co po 25 latach od pierwszej próby uznano za wynik przeciętny. On także stracił wcześnie autopilota, co zmusiło go do ręcznego sterowania przez większość dystansu. Miał chwile załamania, głownie za sprawą sztormów, które pozwalały na pokonywanie dziennie 8 do 10 mil.

Samanta Brewster i Heath Insured       01.11.1995 – 04.07. 1996       247 dni        Santos – Southampton

Młoda dziewczyna z południowej Anglii płynęła w tych samych załogowych regatach co Golding, tyle, że na innym jachcie. Po zakończeniu rejsu przekonała Blytha, właściciela jachtu, aby wyczarterował jej na rok 67-stopową jednostkę i pomógł przygotowaniach. Młoda panna Samantha miała na swoim, koncie zaledwie kilka załogowych rejsów, a pierwszy samotniczy, po portach południa kraju, odbyła już w trakcie przygotowań. Kiedy wyruszyła, okazało się, że nie jest w stanie zapanować nad jachtem, a lista usterek rośnie lawinowo. Nie mogąc poradzić sobie ze skomplikowaną materią zawija do brazylijskiego Santos, a wezwany na pomoc zespół brzegowy usuwa awarie prawie dwa tygodnie. Żeglarka może ruszać, ale co począć z zawinięciem do portu w rejsie non-stop? Wymyślono szatański plan. Portem startowym ogłoszono waśnie Santos, a liczniki na logu wyzerowano. Tyle tylko, że meta musiała znajdować się w tym samym Santos. Nie udało się, żeglarka wprawdzie okrążyła świat, ale rejs zakończyła w Anglii, ponieważ upływał termin czarteru.

Philippe Monnet i UUNET       09.01.2000 – 08.06.2000       151 d,  19 h, 54 min, 36 s Brest – Brest

Pierwsza francuska próba i to podjęta w wielkim stylu. Zamiast stalowego pancernika Monnet popłynął na „sześćdziesiątce” wykonanej z kevlaru, co dodatkowo potęgowało zagrożenia w tak trudnym rejsie. Był to jacht zbudowany w 1989 roku jako Fleury Michon X dla Philippe’a Poupona na Vendee Globe, ale wywrócił się i regat nie ukończył. W następnej edycji stracił maszt, ale na 3 dni przed metą więc dopłynął na takielunku awaryjnym. Monnet ujarzmił jacht zbudowany z myślą o żegludze z wiatrem. Mordował się podczas rejsu niemiłosiernie, ale rekord Goldinga pobił o 10 dni. Podczas przejścia Hornu tak bardzo dostał w kość, że porównywał siebie do zwierząt, nic jednak dziwnego, skoro przez prawie tydzień poruszał się po jachcie wyłącznie na czworakach.

Jean-Luc van den Heede i Adrien        07.11.2003 – 09.02.2004       122 d, 14 h, 03min     Brest – Brest

Jean-Luc dwukrotnie wcześniej podejmował próbę bicia rekordu na tej samej trasie i dwukrotnie dotarł do połowy Pacyfiku. Za pierwszym razem pokonała go awaria autopilotów, w drugiej próbie złamał maszt i nie mając środków na postawienie nowego, w chilijskim porcie kupił rurę kanalizacyjną, otaklował ją i na tym niecodziennym takielunku powrócił o własnych siłach do Francji. W trzeciej próbie miał znakomicie przygotowany jacht i jeszcze więcej niż zazwyczaj determinacji. Trafił dobrze z pogodą, nie miał sztormów powyżej 11 oB., nie musiał także nazbyt często schodzić poniżej 50 stopnia szerokości południowej. Jego aluminiowy jacht zbudowany specjalnie do tej próby pokazał, że dobrze radzi sobie w sytuacjach trudnych, a sam żeglarz udowodnił, że jest twardym facetem. Dla wielkiego Jean-Luca była to ostatnia próba oceaniczna w karierze regatowej trwającej prawie 20 lat. Pobił rekord Monneta prawie o miesiąc.

Dee Cafari i Aviva Challenge   22.11.2005 – 18.05.2006        178 d, 03 h, 05 min, 30 s Southampton – Southampton

To kolejny rejs zrealizowany na jachcie z flotylli sir Chaya Blytha. Nikomu nieznana dziewczyna, która pierwszy kontakt z żeglarstwem miała pięć lat wcześniej siada samotnie na jacht i w ładnym stylu na wielkim stalowym 72-stopowym jachcie opływa świat ze wschodu na zachód. Po drodze miała oczywiście kłopoty, głownie z zasileniem dużego jachtu w energię elektryczną, ale nie poddawała się. Najtrudniejszy etap rejsu to jednak wcale nie Przylądek Horn czy południowy Pacyfik ale Ocean Indyjski. Dee wspomina ten czas jak zły sen, ale wszystko skompensowało jej niezwykle podniosła ceremonia powitania w Southampton. W ostatnich regatach Vendee Globe startując na nowym jachcie dopłynęła na miejscu szóstym, niemniej jednak stała się tym samym pierwszą w historii jachtingu kobietą, która samotnie opłynęła świat w obydwie strony. Dwa wspaniałe rejsy choć wiele świata jednak nie zdołała zobaczyć.

Polacy pod wiatr i pod prąd

Także Polacy próbowali zapisać swoją kartę w tej historii. W 1984 roku Henryk Jaskuła wypłynął w połowie sierpnia z Gdyni na Darze Przemyśla by dopełnić swego dzieła. Cztery lata wcześniej na tym samym jachcie opłynął świat klasyczną drogą z wiatrem, teraz zapragnął dorzucić do tego sukcesu jeszcze jeden. Nie udało się, wskutek nieszczelności jachtu musiał zawrócić do kraju, a ponieważ zrobiło się już dość późno, pan Henryk na trasę już  nie powrócił. Szkoda, wówczas był trzecim żeglarzem na świecie, który opłynął świat bez zawijania do portów, a gdyby próba pod wiatr i pod prąd zakończyła się powodzeniem byłby pierwszym w dziejach, który tej sztuki dokonał.

Tomasz Lewandowski Luca  06.03.2007 -01.04.2008 Ensanasada- Ensanasada (Meksyk)

Wyjątkowy rejs polskiego żeglarza. Nasz człowiek płynął nie po sławę czy kasę ale dla realizacji młodzieńczych marzeń, na używanym jachcie, bez wsparcia sponsora. Sam kuopił i przygotował jacht poświęcając na remont prawie rok, ale płynął z psem Wackiem, co zapewne w Polsce wielu się nie spodoba i będą kwestionować samotność Tomka w czasie prawie rocznej podróży.

MAS

 

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.