79 lat temu, 8 kwietnia 1941 roku, w chersoński więzieniu zmarł generał Mariusz Zaruski. Sama postać Pana Generała jest Czytelnikom tej strony doskonale znana, nie ma więc sensu jeszcze raz pisać jego życiorysu. Redakcja tym razem zamieszcza pracę konkursową Michała Słodownika, laureata I nagrody w konkursie literackim  zorganizowanym z okazji Roku Mariusza Zaruskiego 2017. Konkurs zorganizowała Szkoła Podstawowa z Bielanki nieopodal Rabki, nosząca imię Generała Zaruskiego. 

Mariusz Zaruski na pokładzie jachtu „Temida”, fot. Antoni Heinrich.

Aresztowanie Generała

Jest zimny, wiosenny dzień 1940 roku. 30 marca, wydawać by się mogło, że skoro nadeszła wiosna to powinno być ciepło, myśli przechodzień skulony z zimna postawiwszy wysoko kołnierz znoszonego płaszcza. Kazimierz Sidorowicz wracał do lwowskiego domu przy ulicy Dunin-Wąsowicza 44. Kiedy doszedł do ostatniej przecznicy, nagle otoczyło go trzech uzbrojonych żołnierzy.

– Sidorowicz?

– Tak, Kazimierz Sidorowicz.

– Pojedziecie z nami.

Złapali go pod ramiona i zaprowadzili do stojącego nieopodal samochodu. Wóz szybko pojechał do miejscowego więzienia nr 1 należącego do NKWD  cieszącego się zasłużenie zła sławą. Sidorowicz jednak nie obawiał się kłopotów. Wiódł spokojne życie emeryta, nie angażował się w politykę, miał także przy sobie wszystkie niezbędne dokumenty. Już pierwsze przesłuchanie pokazało jednak, że jego położenie nie jest dogodne. Oficer siedzący naprzeciwko zniszczonego biurka skierował snop jasnego światła lampy na jego twarz.

– No, mówcie.

– Ja, Sidorowicz Kazimierz, urodzony w 1869 roku w Gorodziszczu w Guberni Podolskiej, Polak, syn lekarza, córka Maria, 20 lat, na terenie niemieckim.

Oficer pisze, że przesłuchiwany podaje nieścisłe informacje o żonie i plącze krewnych. Mówi także, że Zaruskiego Mariusza spotykał i znał go.

– Jesteście aresztowani, mówi przesłuchujący. Wiemy, że wasze dokumenty są fałszywe, wiemy też, że wasze prawdziwe nazwisko brzmi Mariusz Zaruski. Ge-ne-rał  Ma-riusz Za-ru-ski, cedził wolno przez zęby.

Aresztant nie przyznał się, został jednak zatrzymany. Musiał oddać do depozytu wszystko, co miał przy sobie. Na stół podawał kolejno: kieszonkowy zegarek, zaświadczenie osobiste, notatki, pierścień koloru białego z żółtym monogramem, damski naszyjnik, okulary, notatnik i żółty, skórzany portfel. Odebrał pokwitowanie i schował do kieszeni marynarki.

Tego samego dnia wieczorem Sidorowicz został ponownie wezwany na przesłuchanie.

– A więc twierdzicie, że nie jesteście generałem Mariuszem Zaruskim, służącym w polskiej armii od 1914 do 1926 roku, i nie byliście dowódcą szwadronu kawalerii, później dowódcą pułku i adiutantem prezydenta Polskiej Republiki? I nie wy walczyliście z Armią Czerwoną na froncie północnym, i nie wy otrzymaliście od polskiego rządu 14 odznaczeń?

Przesłuchiwany zrozumiał, że został zdemaskowany. Zastanawiał się tylko, skąd Rosjanie tak dokładnie znali jego życiorys. Dokumenty na nazwisko Sidorowicz Zaruski kupił w Kowlu na ulicy za 520 złotych. Odpowiadając na kolejne pytania, zastanawiał się także jak

dużą wiedzą na jego temat dysponują Rosjanie i jaką w związku z tym przyjąć linię obrony. Skoro wiedzą już, że jestem polskim generałem, to znają także przebieg kariery wojskowej, myślał gorączkowo. Nie wiem też, czy moja żona nie została aresztowana i co właściwie powiedziała Sowietom.

Oficer postępował zgodnie z procedurą; jeśli podejrzany przyznał się do winy, mógł nieco złagodzić swój ton. Pierwszy raz przesłuchiwał osobę w randze generała, dlatego też nawet mimochodem okazywał mu trochę więcej szacunku. Pozostawał jednak ostry i stanowczy. Zdemaskowany generał Zaruski także zmienił front. Już nie był taki uległy, w jego głosie pojawiła się stanowczość, typowa dla wyższych rangą wojskowych. Zaruski zorientował się, że aresztowanie nie było dziełem przypadku i ktoś musiał na niego donieść. Nie wiedział, kto to był i jak dużo powiedział Rosjanom.

Oficer stwierdził, że aresztant popełnił przestępstwo według §54-13, to jest czynnej walki przeciwko Związkowi Radzieckiemu i zatajeniu własnej tożsamości. W tym kraju stanowiło to poważne przestępstwo. Nie interesowało go jaki będzie dalszy los więźnia, on wykonał swoją pracę, protokolant wszystko spisał. Zaruski bardzo uważnie czytał protokół, jakby wiedząc, że od tego zależy dalszy jego los. Nikogo nie wsypał, odmówił odpowiedzi na pytania o swoje lwowskie kontakty, nie ujawnił żadnego nazwiska. Po długim wahaniu protokół ów podpisał.

Kolejne przesłuchania trwały prawie 4 miesiące, wreszcie 29 lipca orzeczono, że Mariusz Zaruski jest winny stawianych mu zarzutów. Miesiąc później śledztwo zakończono, a 9 października prokurator Lwowskiej Obłaści skierował sprawę według §54-13 do rozpatrzenia. To oznaczało rychły wyrok, w którym stwierdzono, że Mariusz Zaruski jako socjalno niebezpieczny element zostanie zesłany do krasnojarskiego kraju na 5 lat. Dla Generała oznaczało to nie tylko koniec ukrywania się, ale także zesłanie i niemal pewną śmierć.

Michał Słodownik

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.