Wydawnictwo Nautica uraczyło miłośników wielkich regat niezwykłą książką. To „Wyścig szaleńców” Petera Nicholsa, książka w świecie dobrze już znana pod tytułem „A Voyage for Madmen”, mająca światową premierę ponad 20 lat temu, w 1997 roku, ale dopiero dzisiaj doczekała się polskiej wersji. To bardzo sprawnie opowiedziana historia pierwszego żeglarskiego współzawodnictwa na wokółziemskiej trasie – The Golden Globe Race. Czy były to regaty? W ścisłym rozumieniu żeglarskich zmagań – nie. Oto bowiem w określonym oknie czasowym należało wypłynąć z jednego z portów brytyjskich i jak najszybciej dotrzeć do mety znajdującej się w tym samym miejscu. Nie było wspólnego startu i jednego portu, taka formuła to pieśń przyszłości. Zaproponowana forma rywalizacji skutkowała koniecznością zorganizowania dwóch kategorii nagród; dla żeglarza i jachtu, którzy jako pierwsi dotrą do celu oraz dla tych, którzy dokonają tego w najkrótszym czasie. Dziewięciu śmiałków rusza w wyścigu po sławę nie wiedząc nawet, czy dane im będzie zmagania ukończyć. Różne motywacje kierują zawodnikami, wśród których są doświadczeni żeglarze, ale także ludzie, wprawdzie z morzem obeznani, ale żeglarstwa uczący się pospiesznie dopiero przed startem. Bernard Moitessier miał za sobą kilka długich rejsów, Chay Blyth po przepłynięciu Atlantyku łodzią wiosłową szukał dla siebie nowego wyzwania. Bill King to emerytowany marynarz Royal Navy, Nigel Tetley, to komandor tej samej formacji, obaj doświadczeni marynarze, ale doświadczenie żeglarskie dopiero zdobywali, Alex Carozzo przepłynął samotnie Pacyfik a Donald Crowhurst miał w dorobku niewiele rejsów wokół Wysp Brytyjskich. John Rigway, w wojsku dowódca wspomnianego Blytha, miał także niewielkie doświadczenie żeglarskie, podobnie jak Robin Knox-Johnston, Brytyjczyk, zawodowo marynarz floty handlowej.

Ponieważ regulamin nowego współzawodnictwa był mało precyzyjny, o start mógł ubiegać się praktycznie każdy, kto nie bał się takiego wyzwania. Wszystkich uczestników łączyła chęć podjęcia niezwykłego ryzyka, pod koniec lat 60 ubiegłego wieku nie było jeszcze wiadomo, czy rejs dookoła świata bez zawijania do portów będzie w ogóle możliwy. Obawiano się długotrwałej samotności, braku dostępu do świeżej żywności i wody pitnej, wreszcie same jachty z dzisiejszego punktu widzenia budziły wiele wątpliwości odnośnie dzielności i bezpieczeństwa. Uczestników przed wypłynięciem badali lekarze, także psychiatrzy, a jednym z zaleceń podczas długotrwałego pobytu w morzu było śpiewanie w celu zapobieżenia możliwej –jak wówczas uważano- atrofii strun głosowych.

The Golden Globe Race to pierwsza zorganizowana próba opłynięcia świata pod żaglami bez zawijania do portów. Czy udana? Tu można mieć wątpliwości. W pamięci sympatyków żeglarstwa zapisała się jako niezwykły rejs Knox-Johnstona, który jako jedyny ze stawki świat opłynął, zmagania Moitessiera, który mając szansę na zwycięstwo, zrezygnował z rywalizacji, wreszcie z dramatycznej walki o zwycięstwo Donalda Crowhursta, oszusta prącego do zwycięstwa wbrew przepisom i samemu sobie. Wspomnieć jeszcze trzeba, zapomnianego dziś już nieco, Nigela Tetleya, który wprowadzony w błąd przez rywala tak bardzo forsował swój eksperymentalny jacht, znajdujący się wówczas na czele stawki, że ten nie wytrzymał obciążeń i rozpadł się blisko mety. Tetley nigdy nie pogodził się z porażką, popełnił samobójstwo 3 lata później.

Liczbą dramatycznych wydarzeń, nieoczekiwanych zwrotów akcji, trudnych wyborów moralnych można obdzielić kilka regat, Nichols w swojej książce nie idzie po linii najmniejszego oporu ograniczającej się do szukania sensacji, jego książka wykracza znacznie dalej, to doskonale udokumentowana relacja z przygotowań, relacji rodzinnych, próba nakreślenia portretu psychologicznego bohaterów. Świetna robota dziennikarska (i doskonałe tłumaczenie Ewy Androsiuk Kotarskiej i Bartłomieja Macieja Kotarskiego) sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem nie mogąc oderwać się od sprawnej narracji. Każdy, kto tylko trochę zna przebieg Golden Globe wie, jak zakończyła się ta impreza, mimo to jednak trudno jest zostawić tę opowieść. Dzisiaj, po ponad pół wieku od tamtych wydarzeń, żeglarze samotnie opływają świat w 6 tygodni, co 4 lata startują regaty, które ukończyło już 89 żeglarzy, współczesny czytelnik może nie doceniać wysiłków pionierów oceanicznego ścigania i tamtego klimatu niepewności, czy to wszystko w ogóle się uda. Wielką zasługą Nicholsa jest pokazanie klimatu tamtych przygotowań, trudności, niepewności i ryzyka, z jakim przyszło się mierzyć dziewięciu śmiałkom.

Książka została wzbogacona o liczne zdjęcia dokumentujące przygotowania i przebieg wyścigu, edytorsko jest bez zastrzeżeń. Czytelnicy znają przebieg tego współzawodnictwa z wcześniej opublikowanych książek Knox-Johnstona czy Moitessiera, filmów dokumentalnych i obrazu fabularnego „Na głęboką wodę”, ale książka Nicholsa stanowi niezwykle cenne uzupełnienie wiedzy o kulisach imprezy, relacji rodzinnych żeglarzy i przebiegu wyścigu, a także dalszych losach żeglarzy i ich jachtów. Czytelnik wyczuwa, że autor to nie jest postać w tym świecie przypadkowa, i rzeczywiście, Nichols to marynarz i doświadczony żeglarz, z dużym dorobkiem pisarskim. Taka synteza sprawia, że książkę „połyka się” w jeden wieczór, a kiedy czytelnik dociera do ostatnich stron, żałuje, że to już koniec. Uważnemu czytelnikowi pozostaje jedna tylko wątpliwość. Otóż w podziękowaniach zawartych na końcu książki autor dziękuje (str. 274) Nigelowi Tetleyowi za komentarze dotyczące wielokadłubowców. Książka ukazała się drukiem po raz pierwszy w 1997 roku, a sam Tetley, o czym powyżej, zmarł w roku 1972, kiedy to autor niniejszej książki był nastolatkiem i wcale nie myślał o karierze pisarza. Drugim mankamentem dzieła (tak, tak, czepiam się) jest nieaktualny epilog, ale zapewne wynika to z licencji na publikację ponad 20-letniej książki po polsku, bez zmian i aktualizacji.

Mimo wszystko „Wyścig szaleńców” to książka świetna, doskonale opracowana, starannie wydana, jednym słowem cenne uzupełnienia każdej żeglarskiej biblioteczki. Dla miłośników wielkich oceanicznych regat lektura wręcz obowiązkowa.

Sir Robin Knox-Johnston na pokładzie „Suhaili” w latach 90. fot. Marek Słodownik

Peter Nichols, „Wyścig szaleńców” („A Voyage for Madmen”), tłumaczenie Ewy Androsiuk Kotarskiej i Bartłomieja Macieja Kotarskiego, wyd. Nautica, Warszawa 2020, str. 275, cena 39,90 zł.

Inne książki autora:

  1. „Sea Change: Alone Across the Atlantic in a Wooden Boat”,
  2. “Voyage to the North Star”,
  3. „Evolution’s Captain: The Dark fate of the man, who sailed Charles Darwin around the World”,
  4. „The Rocks”,

Ciekawy wywiad z Peterem Nicholksem można znaleźć tutaj: https://www.interviewmagazine.com/culture/peter-nichols-the-rocks

Recenzja książki zamieszczona w „The Guardian”: https://www.theguardian.com/books/2001/may/26/sportandleisure.samwollaston

MAS

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.