Wielu żeglarzy mazurskich, kiedy już pozna główny szlak Wielkich Jezior, szuka nowinek. Jedną z nich jest z pewnością możliwość pokonania na skróty odcinka ze Śniardw do jeziora Roś, z pominięciem konieczności pokonywania nudnego kanału Jeglińskiego. Alternatywnym szlakiem jest ciek wodny z Zatoki Kwik do Rosia. Czy jednak jest możliwy do pokonania? Jachtem czy kajakiem? Aby postawić kropkę nad „i” wybieramy się na ekspedycję kajakową z Piszu do Piszu z zamiarem pokonania pętli południowej.

Pierwsza faza spływu, kanał Jegliński to fragment, o którym jak najszybciej chciałbym zapomnieć. Prosty jak strzała, długi i niemiłosiernie nudny, a poza tym otwiera naszą wyprawę więc musimy przystosować się do warunków kajakowych, co łatwe nie jest. Płyniemy zatem na Śniardwy by tam zanocować na którymś z półwyspów i przygotować się do ataku na skrót będący naszym zasadniczym celem.

Ruszamy
Płynąc po Jeziorze Śniardwy należy trafić do Zatoki Kwik, leżącej na południu największego polskiego jeziora. Sama zatoka jest łatwa do odnalezienia, ale dotarcie do niej już nie. Dzieje się tak z uwagi na kamienie leżące na trasie, nie wszystkie dobrze oznakowane. Kolejną przeszkodą jest zarośnięty trzcinami brzeg, dostrzeżenie kanału Wyszka jest niełatwym zadaniem. Jeśli jednak pokonamy tę przeszkodę, płyniemy w otoczonym lasem i szuwarami kanale, głębokim i wygodnym. Nieopodal jest nawet pomost, przy którym cumują miejscowe niewielkie jachty. Radość kończy się szybko; po około 200 metrach napotkamy duży betonowy jaz skutecznie odgradzający nas od dalszej części szlaku. Próby obejścia go bokiem zdadzą się na niewiele, ponieważ stoi on na podwyższeniu terenu, a jego otoczenie nie ułatwia nam pracy. Z dalszego rejsu jachtem w tym miejscu musimy zrezygnować. Mając do dyspozycji kajak, nie jesteśmy skazani na odwrót, przenoska kajaków jest możliwa. Minąć trzeba niski mostek drogowy, a po kolejnych 300 metrach kanał wpada do jeziora Białoławk. To płytkie niewielkie jezioro, którego dno jest bardzo zamulone. Na jego wschodnim brzegu znajduje się rzeka Białawka, którą wytropić, znów z uwagi na gęste trzciny, nie jest łatwo. Po przepłynięciu około 200 metrów napotykamy uskok praktycznie nie do pokonania przez większe jednostki. Dla kajakarzy oznacza to kolejną przenoszę, innego sposobu mnie ma. Różnica poziomów wynosi ponad pół metra, do tego na dnie znajdują się liczne kamienie.

Kolejną przeszkodą, tym razem sztuczną, jest most na rzece. Zna go z pewnością każdy, kto na Mazury z Warszawy podróżuje samochodem. Niewielki mostek z niskim prześwitem jest skuteczną zaporą dla większych jednostek, kajakiem da się go pokonać bez schylania głów. Dalej będzie już łatwiej, stosunkowo szeroki szlak przy nieprzesadnie szybkim nurcie pozwala na spokojną żeglugę. Dopływamy do jeziora Kocioł, na którym pływa kilka łódek wędkarskich. Turyści zapuszczają się tu rzadko, okolica ma niewiele do zaoferowania poza pięknem krajobrazu.

Teraz rzeka
Po przepłynięciu niewielkiego jeziora docieramy do rzeki Wilkus. Musimy przepłynąć pod bardzo niskim mostem, ale później wcale nie będzie łatwiej. Rzeka przypomina początkowo meandruje by następnie płynąć zupełnie prosto w stronę jeziora Roś. Ostatni niewielki zakręt w prawo i już jesteśmy na jeziorze, właściwie w trzcinach, które uprzednio trzeba pokonać. Okolica jest zupełnie odludna, woda czysta, ale dno bardzo zamulone. Sytuacja nie zmienia się po przepłynięciu kolejnych metrów, warstwa wody bez mułu to 20, może 30 centymetrów, wszystko co poniżej, to już muł, a według mapy do dna są tu ponad 3 metry. Później sytuacja nieco się poprawia, muł jest coraz niżej aż wreszcie docieramy do pierwszego zakrętu na Rosiu.  Za nim można wreszcie odetchnąć, muł znika, a głębokość rośnie. Kolejna prosta na jeziorze pomiędzy nieodległymi brzegami pokazuje, że tutaj niewiele się zmieniło przez ostatnie lata. Porośnięte brzegi, niewiele domków rekreacyjnych, dopiero na głównym ramieniu jeziora, za kolejnym zakrętem, odnajdujemy się w nowej rzeczywistości. Pełna cywilizacja. Po lewej obszerna stanica WOPR, ośrodek AWF z Białej podlaskiej, kolejne ośrodki z pomostami. Po przepłynięciu około 6 kilometrów spływamy do lejka, na końcu którego jest Pisa. Mijamy kolejne pomosty , most kolejowy i lądujemy w mieście, na terenach, gdzie przed wiekami stał tu krzyżacki zamek.

Nasz skrót wcale nie okazał się skrótem, ale jako przygoda został zaliczony. Szlak to niełatwy, uciążliwy, ale zupełnie dziki i stosunkowo mało znany wśród wodniaków. Żeglarze napierają na katarynach przez kanał Jegliński, nikt nie zawraca sobie głowy eksploracją, mniejsze łódki rzadko zapuszczają się na Śniardwy.

MAS

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.