26 grudnia, jak co roku od ponad 70 lat, wystartowały regaty The Rolex Sydney Hobart Yacht Race. To jedna z najbardziej prestiżowych imprez żeglarskich na świecie, klasyczny wyścig żeglarski na 628-milowej trasie.

W tych regatach kilkakrotnie startowały jachty pod polską banderą. 20 lat temu, w 2001 roku, w 57 edycji regat, jacht „Łódka Bols”, który podczas imprezy nosił nazwę „Łódka Sport” otworzył kartę historii polskiego żeglarstwa. Na pokładzie żeglowała 24-osobowa załoga, wśród której było 13 żeglarzy z Polski. Był to jacht na wskroś regatowy, za sobą miał dwie kampanie w regatach Whitberead Race, a w Polsce u schyłku lat 90. stał się prawdziwą sensacją.

W Sydney żeglarze startowali w 37-stopniowym upale, przy słabym, sprzyjającym wietrze. „Łódka” szybko wysunęła się na prowadzenie w swojej grupie, wkrótce też dogoniła jachty z regat Volvo Ocean Race, dla których linia startu usytuowana była 200 metrów w przodzie. Kiedy jednak jachty wychodziły na ocean, powiało z przeciwnego kierunku. W dół poszły spinakery i genakery, rozpoczęła się mozolna halsówka.

Wiatr wzrósł do 20, a następnie 25 węzłów, załoga polskiego jachtu chorowała, ale wszyscy szybko się pozbierali. Przed zmrokiem było już 35 węzłów z SW. Załoga przeszła na system wachtowy. Trzy godziny służby, trzy podwachty, czyli drzemka na relingach, trzy kolejne już w kojach. Wiatr się wzmagał, kilka jachtów wycofało się z regat z powodu awarii. „Australian Skandia” porwał żagle, „Grundig” wszedł pod falę rozwarstwiając kadłub na dziobie, „Cadibarra” zniszczyła elektronikę, a załoga „Hollywood Boullevard” odnotowała awarię takielunku.

Trąba powietrzna na trasie wyglądała groźnie, ale szczęśliwie odeszła w bok, nie wyrządzając strat we flocie. Na czele stawki płynęły jachty z regat Volvo Ocean Race, ale starsze Maxi nie składały broni. W sztormie  faworyzowany „Nicorette” Ludde Ingvalla stracił grota i musiał żeglować na zapasowym. Nazajutrz wiało już na całego, 45 węzłów to nie żarty. Na pokładzie normalna praca, „Łódka” jest na pierwszej pozycji w klasie, to dodaje skrzydeł. Flota cały czas żegluje w bejdewindzie, jest mokro i zimno, w Cieśninie Bassa fale rosną do sześciu metrów. „Łódka” cały czas płynie w czołówce, przed nią tylko sześć jachtów Volvo, „Brindabella”, „Line 7” i „Bumbleebee 5”. Wkrótce „Team Tyco” zdyskwalifikowano z powodu braku łączności w Cieśninie Bassa.

Pod wieczór wiar nagle siadł, ale wkrótce zmienił kierunek na SE, by skręcić na E i NE. To dawało szanse na żeglugę spinakerową. Znowu zryw na pokładzie, pomimo narastającego zmęczenia. 29 grudnia o świcie „Łódka Sport” osiągnęła Cape Pillar. Jest tak piękny, że załoga nie chce schodzić pod pokład. Zakręt na Zatokę Sztormów, wkrótce jacht wchodzi w ujście rzeki Derwent. To już ostatnia prosta, rośnie liczba towarzyszących motorówek, skoro jest ich dużo, znaczy, że wynik był dobry. Już na rzece Derwent załogi „Illbruck Challenge” i „Team News Corporation” popełniają błędy, co spycha je na dalsze pozycje. „Assa Abloy” dopływa na metę pierwsza, drugi jest „Amer Sports One” Granta Daltona. W pierwszej dziesiątce aż sześć jachtów z regat dookoła świata („Team Tyco” nie jest liczony w klasyfikacji). „Łódka Sport” dopływa do mety na dziesiątym miejscu, 29 grudnia o 13.04. Załoga żeglowała 3 doby i 4 minuty.  Świetnie, ale mimo to pozostaje pewien niedosyt. Z dużych jachtów wyprzedzały ją „Nicorette”, „Line 7”, Bumbeelbee 5” i „Brindabella”. Na brzegu polski jacht był owacyjnie witany przez Polonię.

Dziesiąte miejsce na mecie to wynik historyczny, ale po przeliczeniu, w klasie IRC polski jacht sklasyfikowano na drugim miejscu, a swojej dywizji IRC A, jachtów większych, został zwycięzcą. „Naszych” prześcignął tylko John Quinn, dowodzący niewielkim, klasycznym jachtem „Polaris of Belmont” klasy Cole 43 z 1970 roku.

Na mecie, w wywiadzie którego mi udzielił mówił: „Nie mogę powiedzieć, że nasz jacht został zaprojektowany specjalnie pod kątem tego przelicznika, bo IRC powstał później. A zwycięstwo z jachtami 80-stopowymi? Nie jest najważniejsze, na jakim jachcie się płynie, ale jak się żegluje”.

Jak wynik „Łódki Sport” wygląda na tle późniejszych startów polskich załóg? Już cztery jachty z polską banderą na rufie pokonały tę trasę. W 2014 roku były to dwa jachty wyprawowe: „Selma Expedition” i „Katharsis II”. „Katharsis II”, dowodzony przez Mariusza Kopera, 70 edycję regat w klasyfikacji generalnej  ukończył na 65 miejscu, żeglując w czasie 3 doby, 8 godzin, 5 minut i 58 sekund. Po podliczeniu rezultatów okazało się, że nasz jacht uzyskał rezultat porównywalny z nowymi jachtami klasy Super Maxi 100. Stosując przelicznik IRC „Katharsis” zajął 67  miejsce, podczas gdy „Wild Oats” uplasował się na pozycji 71, a „Comanche” na 73.

„Selma Expedition” dowodzona przez Piotra Kuźniara i Kazimierza Jasicę ukończyła regaty na 94 miejscu żeglując w czasie 3 doby, 22 godziny, 34 minuty i 1 sekunda. Po przeliczeniu „Selma” zajęła 76 miejsce.

„Weddel”, jacht klasy Grand Mistral dowodzony przez Przemysława Tarnackiego w klasyfikacji generalnej  zajął 36 miejsce, żeglując na 628-milowej trasie w ciągu 2 dób, 23 godzin, 54 minut i 1 sekundy. 16 lat wcześniej „Łódka Sport” żeglowała zaledwie o 10 minut dłużej, choć warunki meteo w obu przypadkach były diametralnie różne.

Stosując przelicznik IRC „Weddell” zajął 76 miejsce (na 77 sklasyfikowanych). Do zwycięzcy, jachtu Ichi Ban”, Polacy zanotowali prawie dobę straty w czasie skorygowanym.  Faworyzowany „Wild Oats XI” uplasował się na pozycji 19, a „Comanche” na 21. W klasyfikacji IRC div 0. „Weddell” zajął miejsce 12 (na 13 sklasyfikowanych).

2 dni, 6 godzin i 31 minut – tyle czasu potrzebował jacht „Maserati” na dotarcie z Sydney do Hobart w 2019 roku, co dało 12 miejsce w klasyfikacji rzeczywistej wyścigu Rolex Sydney Hobart. Na pokładzie żeglowała polsko-międzynarodowa załoga dowodzona przez skipperów Jacka Siwka i Jacka Piotrowskiego.

fot. Marek Słodownik (prawa zastrzeżone).

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.