Laudacja na cześć generała Ignacego Prądzyńskiego wygłoszona przez Wojciecha Skórę, Dyrektora CTW ZG PTTK z okazji wręczenia Nagrody imienia Ignacego Prądzyńskiego.

Wojtek Skóra wygłasza laudację na cześć generała Prądzyńskiego.

Szanowni Państwo,

Przede mną trudne zadanie przedstawienia w krótkiej formie wyjątkowej postaci, jaką był Ignacy Prądzyński, patron naszej nagrody. To postać wielowymiarowa, wybitna,  a zarazem, paradoksalnie, stosunkowo mało znana. Owszem, prawie każdy zna to nazwisko, zapewne kojarzy kilka faktów z jego życiorysu i jedno szczególnie ważne, jakim bez wątpienia był projekt budowy Kanału Augustowskiego.

Generał Ignacy Prądzyński.

Ale jakim był człowiekiem? Jakie miał poglądy? Jak odnosił się do spraw polskich?

Śledząc jego życiorys można powiedzieć, że był wybitnie zdolnym, wspaniałym człowiekiem; tak po poznańsku rzetelnym i sumiennym, ale zarazem nasuwa mi się stwierdzenie, że przez całe życie prześladował go jakiś pech.

Generał miał wielkie osiągnięcia w kilku dziedzinach, ale mam wrażenie, że nie trafił swoimi dokonaniami w swój czas, stąd realizacja jego wybitnych pomysłów nie była zauważana.

Prądzyński urodził się w wielkopolskich Sannikach w 1792 roku w rodzinie szlacheckiej (herbu Grzymała). Kształcił się w Poznaniu i Dreźnie i szybko poświęcił się karierze wojskowej. Od 1807 roku walczy w barwach Księstwa Warszawskiego. Już jako młody żołnierz miał pecha, uczestniczył bowiem w wielu wojnach, bitwach i potyczkach, które na ogół kończyły się niepowodzeniem.

Był uczestnikiem kampanii Napoleońskiej przeciwko Rosji w latach 1809 i 1812. Gdy wojska francuskie, po zwycięstwie pod Borodino, zdobyły Moskwę i Kreml, armia rosyjska wycofała się w kierunku Petersburga. Po jej kontrofensywie, odwrót francuskiej armii w trzaskające mrozy stał się prawdziwym koszmarem, którego kulminacją była bitwa nad Berezyną. Za udział w tej bitwie Prądzyński został odznaczony Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, bo to dzięki jego śmiałemu manewrowi utrzymano przeprawę przez Berezynę i uratowano setki żołnierskich istnień. Dokonał wielkiego czynu, ale sprawa była przegrana.

Bitwa pod Berezyną.

Prądzyński walczył u boku cesarza jeszcze w Bitwie Narodów pod Lipskiem w 1813 roku, i chociaż tam także okrył się chwałą, i ta bitwa została przegrana.

Bitwa pod Lipskiem; Napoleon i książę Józef Poniatowski.

Rok później walczył w nieskutecznej obronie Paryża, tym razem pod dowództwem brata cesarza, Józefa. I ponownie jego czyny zostały docenione, tym razem przyznaniem Legi Honorowej, lecz i ta kampania nie zakończyła się powodzeniem.

Szkic Kanału Augustowskiego z połączeniem do Bałtyku.

W następnym roku, w stopniu majora, przeszedł do służby w armii Królestwa Polskiego i dał się poznać jako znakomity inżynier wojskowy.

W 1822 r Wielki książę Konstanty jako naczelny wódz, powierzył przygotowanie projektu kanału łączącego Wisłę przez Narew i Niemen z Bałtykiem szefowi korpusu artylerii i inżynierii, gen. broni Maurycemu Haukemu, a ten podpułkownikowi Ignacemu Prądzyńskiemu, który początkowo nie chciał się podjąć tej misji, nie mając doświadczenia w budowie kanałów. Lecz generał przekonał go słowami: „Ja na żaden sposób nie mogę Księciu powiedzieć, że w polskich korpusie artylerii, inżynierii i kwatermistrzostwa nie mam oficera, co by potrafił zrobić projekt kanału. Jeżeli sam się tego nie chcesz podjąć, powiedzże mi, ale pod odpowiedzialnością twego sumienia, kto to lepiej od ciebie zrobi”. Prądzyński nie potrafił wskazać godnego następcy, podjął się więc zadania i rozpoczął studiowanie zagranicznych opracowań, głównie francuskich i niemieckich, na temat regulacji rzek, budowy portów i śluz, produkcji oraz wytrzymałości materiałów i konserwacji kanałów.

Na każdej ze śluz kanału umieszczono tabliczkę z nazwiskiem wykonawcy.

Myśl budowy kanału przez Niemen, sensowna z ekonomicznych względów, wydawała się niedorzeczna ze względów inżynieryjno-technicznych. Prądzyński jednak udowodnił, że jest możliwa do realizacji i to w krótkim czasie. Dzięki jego staraniom kanał ma kształt, jaki dziś znamy. Jeździł na wizje lokalne na odległe tereny, uczestniczył w pracach geodezyjnych, przekonywał niedowiarków, nalegał na zwiększenie środków na budowę tego niezwykłego przedsięwzięcia. Jednym słowem powiedzieć należy, że Kanał Augustowski to jego dziecko.

Plan jednego z kanałowych jazów.

Szlak powstał z uwagi na pruskie restrykcje celne, które uniemożliwiały spławianie towarów, głównie zboża, Wisłą do Gdańska. Był częścią większego projektu – miał połączyć Narew i Biebrzę z Niemnem, a dalej do Bałtyku miał biec Kanał Widawski. Ostatecznie nigdy jednak nie pełnił strategicznej roli, ponieważ Prusy zrezygnowały z nakładania wysokich ceł, a Rosjanie przerwali budowę Kanału Widawskiego. „Dzieło to uważam za moje arcydzieło” – odnotował później I. Prądzyński w swoim pamiętniku. W międzyczasie pisał liczne prace z dziedziny wojskowości, jak „Kurs taktyki” czy „O sztuce wojennej”.

Muzeum Kanału Augustowskiego w Augustowie.

Przy budowie kanału pracowało nawet do 7 tysięcy robotników, część z nich  w zamian za pracę uzyskała wolność, a śluza Swoboda właśnie na ich cześć została tak nazwana.

Śluza Swoboda współcześnie.

Prądzyński znowu jednak przegrał z pechem, kiedy inni wolność zyskiwali, on właśnie ją stracił, trafiając w 1826 roku do więzienia za działalność konspiracyjną przeciwko Rosji. Jego następca, szef inżynierów, gen. Maletski, przypisywał sobie autorstwo prac, wypinając dumnie pierś do orderów. Prądzyński jednak wrócił przed ukończeniem prac związanych z kanałem i ponownie objął nadzór nad wszystkimi pracami. Kiedy dni chwały i zaszczytów były już na wyciągnięcie ręki, wybuchło Powstanie Listopadowe. Prądzyński oczywiście stanął do walki przeciwko Moskalom.

Pamiątkowe plakietki umieszczone przy Kanale Augustowskim.

Podczas powstania był podkomendantem twierdzy Zamość, następnie kwatermistrzem generalnym Sztabu Głównego, dowódcą korpusu inżynierów i – od 16 do 19 sierpnia 1831 – wodzem naczelnym powstania. Doceniano jego zdolności, umiejętności i zaangażowanie, ale życiowy pech ponownie dał o sobie znać. Prądzyński jako strateg i rzecznik zdecydowanych działań zaczepnych, dawał szansę na przechylenie szali zwycięstwa na stronę polską. Wyprzedzające uderzenie pod Olszynką Grochowską było jego pomysłem      i pod jego dowództwem je przeprowadzono. Jego zamysł ofensywy w kierunku Siedlec dał znakomite rezultaty, a sam dowodził pamiętną bitwą pod Iganiami. Natomiast jego śmiały plan wyprawy na gwardię rosyjską został storpedowany przez gen. Skrzyneckiego i ostatecznie pod Ostrołęką prysły złudzenia o zwycięstwie. Powstanie zakończyło się klęską.

Bitwa pod Iganiami.

Był on autorem wielu planów wojny z Rosją, częściowo wykorzystanych przez innych, którym po latach przypisuje się ten sukces. Był też autorem planu koordynacji działań partyzanckich w Królestwie Polskim. Jakakolwiek nie byłaby jego rola, to o innych bardziej się dziś pamięta w kontekście tamtych wydarzeń. Znowu pech…

Po upadku powstania listopadowego kilka lat Prądzyński spędził na zesłaniu w Wiatce, daleko od Polski, bo prawie na Uralu. Tęsknił za Polską, wrócił w 1834 roku. Cieszył się tym powrotem, ale mimo stosunkowo młodego wieku był już człowiekiem schorowanym. Osiadł w Wielkopolsce, pisał pamiętniki, wychowywał piątkę dzieci, z których ostatecznie przeżyły tylko dwie córki. Kiedy dzieci odchodziły, płakał, nie krył swych emocji i nie mógł się pogodzić ze stratą kolejnych potomków. Życiowe doświadczenia spowodowały, że zapadał się w sobie, tracił dawną energię    i chęć działania. W 1850 roku podupadające zdrowie, wskutek ciężkiej choroby, zdecydował się naprawić w znanym kurorcie na wyspie Helgoland.

Wyspa Helgoland na starej mapie.

Kiedy wydawało się, że idzie ku dobremu, niefortunna kąpiel morska stała się przyczyną jego śmierci. Można powiedzieć, że to znowu pech zdecydował o jego losie, ale jego nieszczęść to jeszcze nie koniec. Ciało generała pochowano na cmentarzu na Helgolandzie. Wyspa stanowiła ważny obiekt strategiczny podczas II wojny, a później po wysiedleniu mieszkańców wyspy, poligonem RAF. Jednak to w 1947 roku przypieczętowany został los tego miejsca. Brytyjczycy podjęli próbę wysadzenia głównej wyspy w powietrze, chcąc pozbyć się wielkiej ilości materiałów wybuchowych, zarekwirowanych głównie niemieckiej armii. Była to najsilniejsza w historii, wywołana przez człowieka eksplozja, nie będąca wynikiem użycia energii jądrowej. Wskutek eksplozji prawie jedna trzecia wyspy zniknęła pod wodą, w tym cmentarz, na którym spoczywały prochy Ignacego Prądzyńskiego.

Współczesny Helgoland.

Dziś Prądzyński nie ma grobu, a głównym miejscem upamiętnienia jest tablica na Helgolandzie, umieszczona tam w 2004 r. przez Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Wodnych i Melioracyjnych oraz władze Helgolandu (w znakomitym zresztą towarzystwie – obok płyt Heinricha Heinego i cesarza Wilhelma II). W kraju, od końca ubiegłego wieku jest urna z ziemią z Helgolandu znajdująca się w Poznaniu, pomnik w Komorowie oraz nazwy ulic prawie we wszystkich większych miastach Polski.

Urna z ziemią z Helgolandu
w poznańskim kościele.

W polskiej nauce historyczno-wojskowej Ignacy Prądzyński uznawany jest za jednego z najwybitniejszych strategów i teoretyków wojskowości. Jego pamiętniki stanowią perłę polskiego kronikarstwa wojskowego.

Ignacy Prądzyński.

Mimo to dziś o Prądzyńskim pamięta coraz mniej Polaków, choć jego imię, niegdyś było znane we wszystkich armiach europejskich XIX w. Na pocieszenie możemy dodać, że w 2020 roku urodziło się 3285 Ignacych. I chociaż nie tylko Prądzyński nosił to rzadkie imię, to jednak głownie z nim jest dziś ono kojarzone. Mamy nadzieję, że dzisiejsza uroczystość ożywi przyćmioną nieco pamięć o wybitnym inżynierze, generale, historyku i pamiętnikarzu, o którym w XIX w. mówiła cała Polska.

Na koniec przytoczę słowa historyka, prof. Czesława Blocha o gen. Prądzyńskim: „Bez przesady można powiedzieć, że czym w literaturze jest Mickiewicz, Chopin w muzyce, tym w naukach wojskowych i w sztuce wojennej jest Ignacy Prądzyński.

Dziękuję za uwagę.

foto wikimedia commons, Marek Słodownik

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.