Relacja z XLIII Rejsu Żeglarsko-Motorowodny PTTK „Wielkie Jeziora Mazurskie 2022 – Pływajmy w czystych wodach. Kampania edukacyjna”.
25.06 – 16.07.2022 r

Znaczne ograniczenia związane z wydatkami na promocję i dofinansowanie imprez nałożone na administrację państwową postawiły duży znak zapytania nad organizacją rejsu sztandarowego PTTK. Dofinansowanie rejsu po Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie umożliwiałoby zorganizowanie w czterech mazurskich Ekomarinach pikników ekologicznych, podczas których przede wszystkim miano zwrócić uwagę na czystość mazurskich jezior, promocje miejsc z bezpłatnym odbiorem nieczystości z jachtowych toalet chemicznych, segregacją śmieci i proekologicznych zachowań na szlakach wodnych.
Niestety z powodu braku wystarczających środków finansowych nie udało się w pełni zrealizować harmonogramu rejsu. Niemniej w dniach 25.06-16.07. 2022 r, odbył się XLIII Rejs Żeglarsko-Motorowodny PTTK „Wielkie Jeziora Mazurskie 2022 – Pływajmy w czystych wodach. Kampania edukacyjna”, w którym udział wzięło 10 jednostek i 32 uczestników, w tym jedna jednostka z zaprzyjaźnionymi żeglarzami z Ukrainy. W rejsie zwracaliśmy uwagę na dostępność miejsc z odbiorem nieczystości płynnych z jachtów, wyposażenie przystani, fachowość i chęć niesienia pomocy przez bosmanów, czy wreszcie na ofertę lokalnych IT, dostępność materiałów i oznakowanie szlaków tematycznych zlokalizowanych na trasie rejsu. Popłynęliśmy również do miejsca na jez. Tyrkło, gdzie planowane jest jego połączenie z jez. Buwełno i w ten sposób stworzenie Wielkiej Pętli Jezior Mazurskich. Zresztą kilka dni później w tym miejscu podpisano przez Ministerstwo Infrastruktury i PGW Wody Polskie oficjalną deklarację, która ma określić możliwe warianty wyznaczenia przebiegu trasy Pętli Mazurskiej, z których będzie można wybrać rozwiązanie optymalne w aspekcie środowiskowym, turystycznym oraz funkcjonalnym. Ponadto zostanie dokonana analiza uwarunkowań społecznych i prawnych, jak i analiza kosztów oraz źródeł finansowania przedsięwzięcia.
Ze względów finansowych, rejs rozpoczęliśmy w dniu 25.06. 22 r w Wygrynach w porcie „U Edka” nad jez. Bełdany od szybkiego wyslipowania siedmiu łodzi, które przyjechały na „kołach” z całej Polski. Koszt tej operacji to 65 zł od łodzi, co przy okolicznych cenach powyżej 220 zł wydawało się ceną bardzo przystępną. Klarowanie i sztauowanie łodzi przywiezionym ze sobą zaopatrzeniem zajęło nam całe do południe, ale zgodnie z przyjętym harmonogramem rejsu, mieliśmy przejść przez otwartą w ubiegłym roku nową śluzę Guzianka II. Problem w tym, że wyslipowaliśmy się na wodę już poniżej nowej śluzy i nie pozostało nam nic innego jak wrócić około 4 km i przejść przez śluzę, aby na jez. Mała Guzianka zostać na noc na biwaku.

W tym czasie dołączyła do nas jeszcze jedna jednostka i w niedzielne do południe, przy pięknej słonecznej pogodzie, mogliśmy -już teraz oficjalnie- zaliczyć śluzowanie przez Guziankę II. Porównując obie, równolegle pracujące śluzy, można dostrzec jak ważna to była inwestycja, zresztą jako pierwsza po II wojnie światowej wybudowana śluza. Jak ułatwiła komunikację, a przede wszystkim zwiększyła bezpieczeństwo śluzujących się jednostek i znacząco przyspieszyła czas śluzowania.
Kolejna marszruta rejsu zaprowadziła nas przez jez. Śniardwy, przez które przelecieliśmy prawie jak na skrzydłach, pchani wiatrem od rufy na jez. Seksty. Nocleg. W dniu następnym ponownie jez. Śniardwy, tym razem w kierunku Okartowa. I tu ponownie, bardzo sprzyjający nam Neptun pozwolił szybko i bezpiecznie przeskoczyć przez największe w Polsce jezioro i wpłynąć na Jezioro Tyrkło, gdzie w przy Polanie Wydry urządziliśmy sobie postój. Tutaj tez odbył się pierwszy konkurs strzelecki z broni pneumatycznej.

Dalsza trasa to kierunek Mikołajki i Wioska Żeglarska. Na samo wspomnienie wysokości cen jakie w tym roku zafundowali nam gestorzy przystani, dalej cierpnie człowiekowi skóra na twarzy. Dobrze, że zarządca Wioski to znana mi bardzo dobrze osoba z PZŻ, która doskonale rozumie specyfikę działalności turystycznej. Tylko dzięki jej uprzejmości i życzliwości zostaliśmy bardzo przystępnie finansowo potraktowani w Mikołajkach, a w drodze powrotnej z Rynu, w Starych Sadach zupełnie zwolnieni z opłat portowych. Dziękuję Ci Tomku D.

Pokonując kanały łączące jez. Tajty z jez. Jagodne, w kierunku Giżycka możemy się ponownie przekonać jak wiele środków finansowych przeznaczyły lokalne samorządy wspierane znacznymi funduszami przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie w modernizację, a w zasadzie odbudowę istniejących budowli hydrotechnicznych, ile pracy już włożono, aby ten szlak wodny był bezpieczny i zarazem stał się piękny poprzez dodatkową infrastrukturę, jaka jest tworzona wzdłuż jego brzegów.

Niestety jedyną niedogodnością tej drogi wodnej jest potrzeba położenia masztów, ale liczne mosty, mostki i ciągi techniczne ulokowane na wysokości około 4-4,5 m nad lustrem wody wymuszają taką potrzebę i niestety tego utrudnienia nie da się już zlikwidować.

Zaraz po pokonaniu trzech kanałów cumujemy w rodzinnej przystani Port Szymonka. Uczynny bosman pomaga nam szybko bezpiecznie przycumować do szerokich pomostów wyposażonych w przyłącza elektryczne. Pomimo, że port oferuje sporo miejsc postojowych przy dwóch pomostach wolnych miejsc jest niewiele. Na pewno wpływ na to ma lokalizacja przystani, ale też renoma znakomitego jedzenia podawanego w Tawernie Szymonka.

Również wystrój wnętrza tawerny jak i jej otoczenie sprzyjają temu, by poświecić dłuższą chwilę na utwierdzeniu się o prawdziwości opinii panującej o tym miejscu. Dodatkowo właściciel tego miejsca znany jest z muzykalności i wspaniałych interpretacją szant. Na terenie przystani jest miejsce na ognisko z czego z przyjemnością korzystamy, piekąc kiełbaski na kilka sposobów. Ciepły wieczór i gitarowe wykonanie znanych szant i piosenek turystycznych umila nam czas, choć często przydawał się rejsowy śpiewnik, aby wspomóc coraz częściej ulotną pamięć.
Giżycko przywitało nas zmienną pogodą, jednak dwudniowy pobyt pozwolił nam odwiedzić chyba największą, miejscową atrakcję – Twierdze Boyen. Wybór jednej z trzech tras dla zwiedzających, różniących się długością i czasem zwiedzania pozwolił każdemu znaleźć coś najbardziej interesującego z przebogatej historii twierdzy i jej dalszej rozbudowy.

W niedzielne do południe 10 lipca ustawiamy się karnie przed mostem obrotowym na kanale Giżyckim aby przedostać się na jez. Kisajno i północną część Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich.Przy sprzyjającym wietrze, choć oraz bardziej psujacej się pogodzie szybko, po złożeniu masztu pod Mostem Sztynorckim wypływamy na jez. Mamry.
Coraz mocniej padajacy deszcz zmusza nas jednak do nieplanowanego postoju w Przystani Żeglarskiej w Skłodowie. Na szczęście nie ma tego złego, czego by nie można potraktować z odrobiną usmiechu i pozytywnego nastawienia. Przystań to głęboko wcięta w ląd wąska zatoka, doskonale osłonięta od wiatru i zafalowania, choć z bardzo podstawową infrastrukturą. Praktyka zdobyta przy organizacji poprzednich ognisk i tutaj błyskawicznie się przydaje. Za zgodą Gospodarza rozpalamy na specjalnie przygotowanym miejscu ognisko ponownie piekąc kiełbaski i długo siedzac wpatrujemy się w przepiękne, aż iskrzace się od gwiazd niebo.

Niestety to odznaka szybkiej zmiany pogody -na gorsze. Szybko o tym się przekonujemy dopływajac na jez. Małe Mamerki do przystani zlokalizowanej tuż przy wejsciu do niedokończonego Kanału Mazurskiego. Bardzo silny, momentami porywisty wiatr z deszczem na dwa dni uziemia nas w tym miejscu, na szczęście bliskość bunkrów z okresu II wojny światowej pozwala, w krótkich przerwach od deszczu, na ich ponowne zwiedzenie. Jednak do pierwszej śluzy Kanału Mazurskiego – Leśniewo Górne jest dość daleko, do tego ścieżka biegnąca brzegami kanału jest mocno zarośnieta, miejscami wrecz niedostępna.
Dni szybko mijają, powoli musimy kierować się ponownie w stronę Giżycka. Jeszcze tylko szybki przeskok na jez. Dargin, lecz coraz mocniej wiejacy wiatr, przechodzacy w bardzo silne szkwały nie pozwolił bezpiecznie zacumować w płytkiej przystani w Nowym Harszu, nie pozostało nam nic innego jak najszybciej schronić się od zawietrznej strony wyspy Poganckie Kępy. Spokój i cisza, idealne miejsce, aby w spokoju spędzić na wodzie już jedną z ostanich nocy.

Rejs kończymy w Porcie Sailor w Pięknej Górze koło Giżycka. I tutaj zaprzyjaźniony właściciel przystani bardzo życzliwie finansowo traktuje nas podczas ostatnich chwil rejsu i podczas wyciągania dźwigiem łodzi i ustawianiu ich na przyczepach podłodziowych. Tym razem wielkie dzięki Wojtkowi. Ostatni wieczór rejsu to tradycyjne czyszczenie bakist, licznie wspominane wspólne chwile, wiele żartów i jak zawsze robienie planów na tegoroczny Zlot i przyszłoroczny rejs.
W ocenie uczestników rejsu był bardzo udany i przynoszący wiele pozytywnych wrażeń odnoszących się do istniejących i dobrze wyposażonych marin, przystani i bindug. Szkoda tylko, że wysokość opłat za pobyt na ich terenie przyjął wręcz abstrakcyjny wymiar. Absurdalność cen, dorównującym opłatom w marinach Adriatyku czy Morza Egejskiego, czego skutkiem może być znaczny odpływ turystów wodniaków, nie wróży niczego dobrego dla dalszego rozwoju Warmii i Mazur.
Dziękuję wszystkim uczestnikom rejsu za wspólne, wspaniałe chwile, pogodę ducha i hart w trudnych nawigacyjnie chwilach, podziwiam załogę z Ukrainy, dla której sam pobyt na Wielkich Jeziorach Mazurskich, już sam w sobie był ogromnym przeżyciem, a dla których sama formuła naszych wspólnych PTTK-owskich rejsów jest rzeczą zupełnie nie znaną na ich rodzinnych akwenach.
Jak zawsze zapraszam na Polskie Szlaki Wodne i do zobaczenia na rejsach.
Komandor rejsu
Wojtek Skóra

Autor

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.